15 października 2021

DIETETYK NA TALERZU - AGATA LEWANDOWSKA. WYDAWNICTWO RM

Witam

Agata Lewandowska to dietetyk, absolwent WUM, SGGW oraz podyplomowych studiów z psychodietetyki na Uniwersytecie SWPS. Interesuje się sportem i wpływem codziennej diety na zdrowie. Autorka wielu poradników o zdrowym odżywianiu i dietach leczniczych (m.in. Niski indeks glikemiczny, Dieta w chorobie Hashimoto, Detoks cukrowy, Dieta anti-aging, Schudnij bez diety, Dieta zdrowych jelit).

Poradniki o zdrowym żywieniu p. Agaty Lewandowskiej czytam zawsze z uwagą. Tam nigdy nie wieje przysłowiową nudą! Z kolejnych egzemplarzy dowiaduję się czegoś nowego lub oczywistego, ale przedstawionego w innej odsłonie. Tym razem autorka postawiła na powieść obyczajową z fikcyjnymi postaciami pt"Dietetyk na talerzu" 

Z przymrużeniem oka opowiada w niej o głównych trudnościach w odchudzaniu się: o przerzucaniu odpowiedzialności za swoje żywienie na dietetyka, o odkładaniu wszystkiego na później, oszukiwaniu samego siebie, sile utrwalonych nawyków, braku samoakceptacji, lęku przed porażką i szukaniu dróg na skróty.





Główna bohaterka to Judyta, młoda dietetyk z kilkuletnim stażem pracy w korporacji, która właśnie otworzyła własny gabinet. 
Pomysły, wymagania i potrzeby niektórych pacjentów nieustannie ją zaskakują. Stara się, jak może, ale czy będzie w stanie pomóc schudnąć osobom, które chyba wcale nie chcą się odchudzić? Czy sprosta oczekiwaniom, poradzi sobie z życiowymi zawirowaniami i osiągnie zawodowy sukces? Tym bardziej, że jej silna wola jest równie słaba, co niektórych z jej podopiecznych...

317 stron tej powieści dosłownie przeleciało przez moje dłonie jakie zaliczały przewracanie kartek jedną za drugą. Jest to powieść do przeczytania na każdą porę roku. Styl pisania jest lekki, nie gubi się wątków. Masa dialogów i nie brakujący humor to zalety jej czytania. 

W treść książki sprytnie zostały przemycone liczne porady związane z odchudzaniem. Autorce nie chodziło o przekazanie treści poradnikowej jak robiła to dotychczas w swoich książkach chociaż spotykając się po raz pierwszy z tytułem "Dietetyk na talerzu" możemy odnieść takie wrażenie. 

W książce oprócz licznych sytuacji humorystycznych dotyczących głównie różnych pacjentów, którzy chcą zrzucić parę kilko, ale nie mogą się przemóc do nowych nawyków i wskazówek pani dietetyk autorka chce nam pokazać inną sprawę. Mianowicie, że prowadzenie takiego gabinetu dietetycznego w dużym mieście nie jest takie łatwe. Chodzi tu głównie o sprawy urzędowe jakie pochłaniają sporą część kosztów, a przy tym pacjenci, których nie tak prosto jest zdobyć. Nie pomagają tu atrakcyjne ceny i sama p. Judyta. 

Czytając dalsze jej losy sądziłam, że książka skończy się pesymistycznie bo tak wskazywała w pewnym momencie treść. Owszem, dietetyczka zamyka swój biznes, ale...spełnia swoje marzenie zawodowe, bo zostaje redaktorem w czasopiśmie jakie zajmuje się zdrowym stylem życia. Tu może w końcu rozwinąć swoje skrzydła i być w żywiole bo nie musi mieć kontaktu z "trudnymi" pacjentami.

Czy Dietetyk na talerzu” wciąga? I można się przy nim nie nudzić?
Tak!
Dlaczego?
W tej powieści nie znajdziecie przepisów i zasad podczas surowego zrzucenia kilogramów. Doczytacie tutaj o częstych błędach jakie są popełniane kiedy chcemy pozbyć się kilogramów.
Może zadacie sobie pytanie - czy treść tej książki to autobiografia skoro autorka jest dietetyczką i ma sporą widzę? Już wam odpowiadam, że nie. To fikcja jednak bardzo autentyczna, bo Agata Lewandowska pisząc ją czerpała z własnego doświadczenia i wiedzy, o tym jak pacjenci potrafią być uciążliwi w osiągnięciu celu kiedy pomaga im profesjonalista. Na tej podstawie tworząc bohaterkę i ciekawie przedstawionych bohaterów mających każdy z nich inny charakter potrafiła stworzyć przyjazną powieść dla każdego.

pozdrawiam - Magda

13 października 2021

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA W CZERWCU? "MIŁOŚĆ W ZAMKNIĘTEJ KOPERCIE" Penolope Ward i Vi Keelnad

Witam

Już w trakcie dorastania czułam w sobie iskierkę romantyczności. Marzył mi się książę na białym koniu i szczęśliwe życie jakie muszę przyznać mam udane, bo z moją drugą połówką jesteśmy w sobie zakochani od wielu lat. Różnimy się co prawda pod niektórymi względami, ale jest między nami mocna nić porozumienia…

Twórczość duetu Penolope Ward i Vi Keelnad jest mi mało znana, ale po przeczytaniu pierwszej ich książki pt"Miłość w zamkniętej kopercie" muszę przyznać, że jestem już ich wielką fanką.

Na podstawie tej książki mógłby powstać film. Ja z chęcią bym go obejrzała na Boże Narodzenie, ponieważ fabuła jego opierała by się na miłości, magii jaką doświadczamy w tym czasie.

Wracając do papierowej wersji książki muszę Wam napisać, że jest ona przeznaczona dla każdej romantyczki jaka uwielbia romanse i rodzące się uczucie między dwojgiem obcych sobie osób.



Miłość w zamkniętej kopercie to powieść o dziewczynce, którą w pewnym momencie zawiódł Święty Mikołaj bo prosiła o wyzdrowienie mamy jaka niestety umarła. Dziewczynka jednak się nie poddaje i daje brodaczowi kolejną szansę pisząc list jaki trafia w czerwcu do redaktorki Sadie. 

Ta młoda, piękna kobieta prowadzi kolumnę Świąteczne życzenia. Jest na początku zdziwiona tym listem bo połowa roku kalendarzowego to czas w którym najmniej by się mogła spodziewać listu do Mikołaja. Sadie jednak ulega, a kolejne listy bardzo ją wciągają od Birdie. Nie chce dziewczynki zawieść i w końcu umawia się z nią… i tu czeka zwrot akcji, ponieważ dziecku towarzyszy ojciec – bardzo przystojny mężczyzna jaki rozgrzewa kolejne stronice książki. Nie chcę zdradzać wam szczegółów bo co to za frajda znać zakończenie.

W pewnym momencie w książce pojawiają się kłamstwa, pewne załamanie... Ale każda z czytelniczek liczy na dobre zakończenie. Czy mam rację? Zapraszam was do tej lektury, bo warto dotrwać do jej ostatniej strony, a uwierzcie niejedna łezka zakręci wam się w oku.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Kilka wątków jest wyprowadzane. Niby książka jest przewidywalna, ale jednak pojawia się kilka pytajników czy na pewno?... Znajdziecie w niej przede wszystkim dużo czułości, miłości, nadziei. Nie zabraknie sytuacji z jakich się można pośmiać i wzruszyć. Bo czy prawdziwa miłość istniej?

Jesienna chandra nie dopadnie nikogo, kto sięgnie po „Miłość w zamkniętej kopercie”. Ta książka to takie wieczorne ładowanie baterii na kolejny chłodny dzień.

pozdrawiam - Magda

11 października 2021

NOWOŚCI OD BIODERMY ZE WSKAZANIEM NA SKÓRĘ WRAŻLIWĄ TWARZY - SENSIBIO DEFENSIVE RICH I SENSIBIO DEFENSIVE

Witam

Każda cera potrzebuje prawidłowej opieki i pielęgnacji. To ona daje nam znaki, że coś jej zaczyna szkodzić jak wiatr, smog, pył czy zmiany temperatury. Czynników może być cała masa, a my musimy intuicyjnie wychwytywać te szkodliwe, ponieważ to one działają codziennie na naszą skórę, osłabiając ją. Przy cerze wrażliwej jest to szczególne bo traci ona zdolność przystosowania do szkodliwego środowiska, a jej naturalna równowaga ulega zaburzeniu.

Wrażliwość skóry może wynikać z biologicznej dysfunkcji (wrażliwość wrodzona) lub działania czynników zewnętrznych, które ją uwrażliwiają (wrażliwość nabyta). Do czynników zewnętrznych uwrażliwiających skórę należą m.in.: alergeny, zanieczyszczenia, zmiany temperatury, palenie tytoniu, promieniowanie słoneczne itp., które wywołują stres oksydacyjny.



Bioderma ostatnio wypuściła nowość głównie dla cer wrażliwych - Sensibio Defensive oparte na TECHNOLOGII DEFENSIVE, która wzmacnia i pobudza naturalne zdolności obronne wrażliwej skóry. To pierwsza taka formuła, która działa na wszystkie rodzaje wrażliwości – nabytą i wrodzoną. Działając na przyczyny, zmniejsza reaktywność skóry oraz łagodzi objawy takie jak mrowienie, uczucie ściągnięcia, pieczenie, dyskomfort i zaczerwienienie. Na długi czas.

 
Sensibio Defensive rich i Sensibio Defensive to kojące kremy na dzień i na noc, które wzmacniają naturalne zdolności obronne wrażliwej skóry, niezależnie od przyczyny wrażliwości. W przeciwieństwie do innych kremów, które „zamykają skórę w bańce”, Sensibio Defensive rich i wzmacnia naturalne zdolności obronne skóry i uczy ją, jak prawidłowo funkcjonować w agresywnym środowisku. Natychmiastowo i długotrwale koi skórę, zmniejsza nieprzyjemne objawy wrażliwości oraz nawilża i odżywia do 12 h.



Sensibio Defensive rich

Wykazuje działanie antyoksydacyjne – zmniejsza ilość wolnych rodników. Stanowi doskonałą bazę pod makijaż. Ma bogatą i otulającą konsystencję, która szybko się wchłania. Jest bardzo dobrze tolerowany, bezzapachowy. Przebadany pod kontrolą dermatologiczną.

Zaskakuje pozytywnie i daje ukojenie

Mając skórę dojrzałą i wrażliwą staram się stawiać na produkty znanych dobrze marek jakie znam od dawna. Jedną z takich jest Bioderma. Stosowany krem od pierwszych dni zaspokoił u mnie cerę pod względem nawilżenia i ukojenia. Bardzo dobrze sprawdzał się na noc, gdzie pozwalałam sobie na większą dozę. Na dzień zdecydowanie nakładałam go mniej ze względu na podkład z którym dobrze współgrał. Krem jest bezzapachowy, wchłania się, ale zostawia film jaki nie jest uporczywy. Konsystencja jego zwarta, ale dobrze się daje rozsmarować. Po krótkim czasie zauważyłam, że fajnie koi, likwiduje zaczerwienienia oraz zaczął sprawdzać się podczas rozpoczętej kuracji z kwasami. Nie zapycha porów, cera staje się lekka i wypoczęta.




Sensibio Defensive

Wykazuje działanie antyoksydacyjne – zmniejsza ilość wolnych rodników. Stanowi doskonałą bazę pod makijaż. Ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Jest bardzo dobrze tolerowany, bezzapachowy. Przebadany pod kontrolą dermatologiczną.

Dobra codzienna pielęgnacja

O kremie Sensibio Defensive nie mogę napisać w sumie nic złego. Podobnie jak wersja Defensive rich i ten sprawdza się dobrze, chociaż używam go dość krótko. 40 ml jest bardzo wydajne, mieści się w tubie na zakrętkę jaka nie jest dla mnie osobiście najlepszą formą, wolę zdecydowanie inne zamykania np.: na klik. Tutaj zakrętka lubi wypadać z rąk zwłaszcza jak ma się dłuższe paznokcie (to samo tyczy się poprzedniej wersji).
Krem jest bezzapachowy – to spory atut. Lekka konsystencja podczas aplikacji jest ok, dobrze się nią robi minutowy masaż podczas aplikacji. Lubię go używać teraz na dzień, gdzie przynosi wystarczające nawilżenie na sporo godzin. W trakcie dnia nie odczuwam pieczenia, swędzenia czy ściągnięcia skóry. Krem przy mojej cerze normalnej w stronę suchej daje rady. Daje jej ukojenie, działa antyoksydacyjne, zmniejsza ilość wolnych rodników.


Dwie nowości Biodermy - dwa dobre nawilżacze jakie koją i przynoszą ulgę skórze wrażliwej. Warto je poznać!

pozdrawiam - Magda

9 października 2021

ECO BALSAM DO CIAŁA PSZENICA & OLEJ Z KONOPI OD LIRENE

Witam

Lirene Natura to linia produktów ekologicznych - kosmetyki zawierają ponad 95 proc. składników organicznych i pochodzenia naturalnego. Kartoniki są pozbawione celofanu, tubki wykonano w 90 proc. z surowca pozyskiwanego z trzciny cukrowej, a słoiki do kremów składają się w 30 proc. ze szklanej stłuczki.

Wybrane produkty z linii Lirene Natura są także certyfikowane przez Ecocert (międzynarodowe niezależne stowarzyszenie zajmujące się m.in. kontrolowaniem jakości kosmetyków naturalnych i ekologicznych).



Jesienną porę roku w pielęgnacji ciała przywitałam ECO BALSAMEM DO CIAŁA PSZENICA & OLEJ Z KONOPI - ujędrnienie.

Balsam umieszczono w białej plastikowej butelce z dozownikiem typu pompka z funkcją open/stop. Jest ona praktycznie nieprzeźroczysta jedynie pod światło widać ubytek. Pojemność nieco inna bo 350 ml okazuje się być wydajna.

Co zawiera balsam?

OLEJ Z KIEŁKÓW PSZENICY stymuluje mikrokrążenie, przywraca sprężystość skóry
OLEJ Z KONOPI dogłębnie odżywia i ujędrnia
MASŁO SHEA natłuszcza, wzmacnia barierę lipidową skóry
OLEJ BABASSU poprawia napięcie i elastyczność
OLEJ SŁONECZNIKOWY długotrwale nawilża



Tuż na początku mogłam od razu ocenić jego konsystencję jaka jest lekka chociaż sam balsam jest zwarty. Bardzo dobrze współpracuje się z nim podczas balsamowania ciała. Gładko sunie po skórze. Mi go najlepiej jest nakładać po kąpieli, kiedy ciało jest jeszcze ciepłe. Balsam jest odżywczy bo jak widzicie zawiera sporo czystych olei, a nie olejków. Na suchą skórę u mnie w tym obecnym czasie działa całkiem przyzwoicie. Zaraz nałożony jeden raz na dzień (wieczorem) daje mi ulgę. Skóra nie jest przede wszystkim sucha i nie wymaga powtórki nawilżenia o poranku.

Na skórze, gdzie nakładam go znaczną ilość wchłania się po krótkim czasie, zostawiając lekki film, ale nie tłusty i nie klejący.

Balsam radzi sobie ze wszelkimi obszarami szorstkimi (umiarkowanymi). Przywraca skórze miękkość i nie daje powodów do zmiany np: na mocniejsze masło. Jedynie nie zauważyłam w żadnym stopniu ujędrnienia. I tu was nie będę w tej kwestii okłamywać, chociaż miał takie przeznaczenia. 



Zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego. 
Jest to wegańska formuła w 100%.

Ogólnie w pielęgnacji sprawdza się naprawdę nieźle i na sam koniec dodam, że zauroczył mnie subtelnym przyjemnym zapachem.

pozdrawiam - Magda

7 października 2021

MATRIX TOTAL RESULTS LONG DAMAGE CZYLI WZMOCNIENIE NA JESIENNĄ PORĘ TWOICH WŁOSÓW

Witam

Amerykańska marka profesjonalnych produktów do pielęgnacji włosów Matrix, od dziesięcioleci znajduje się na szczycie branży pielęgnacji włosów. Jest popularna zarówno wśród najwyższej klasy fryzjerów na całym świecie, jak i klientów.

Matrix oferuje najnowszą technologię, wysokiej jakości łatwe w użyciu produkty i szerokie portfolio, które zaspokoi indywidualne potrzeby wszystkich włosów. Oferta obejmuje nie tylko pielęgnację włosów, ale także szeroką gamę olejków i profesjonalną stylizację.



Na produkty tej słynnej marki miałam ochotę od dawna. Jak widać, nie było mi z nimi po drodze, bo zawsze w moje ręce trafiały inne do utrzymania włosów w ryzach, aż do jesiennej pory roku:)

Z tego względu, że szampony schodzą u mnie jak świeże bułeczki, a odżywki podobnie chociaż w mniejszych ilościach zdecydowałam się na duże butle bo po 1000 ml każda.

Matrix Total Results Long Damage to seria profesjonalnych fryzjerskich kosmetyków o silnym działaniu odżywczym. To produkty, które sprostają oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających osób. Jeśli Twoje włosy są zniszczone, przesuszone, mają tendencję do łamania się, kosmetyki Matrix Total Results Long Damage będą dla Ciebie przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Seria obejmuje szampony wzmacniające, odżywki, maksi, kremy, a także intensywnie działające koncentraty do włosów. Skuteczność kosmetyków z tej serii wynika z wysokiej zawartości ceramidów i amino-silikonów.



Zadanie duetu:
  • odżywia włosy zniszczone i osłabione
  • dodaje energii i blasku
  • nawilża i odżywia
  • sprawdzi się po inwazyjnych zabiegach fryzjerskich
  • bogaty w ceramidy i amino-silikony
  • zawiera kompleks Cuticle Rebond
  • wygładza włosy
Występujące ceramidy w produktach to również istotny składnik włosów, który decyduje przede wszystkim o ich poziomie nawilżenia, sprężystości i elastyczności.

Ten cenny budulec włosa także zwiększa odporność kosmyków na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych, jak: promieniowanie słoneczne, mróz, stylizacja włosów na gorąco czy zabiegi koloryzacyjne.



Szampon jest perłowy, cudnie pachnie - ja wyczuwam w nim subtelne nuty owocowe. Jest na tyle zwarty, że nie przelewa się przez palce podczas aplikacji. Zapienia się przyzwoicie, ale przy dłuższym masowaniu kosmyków. Po kilkukrotnym umyciu nie odczułam podrażnień skalpu czy łupieżu. Włosy były, a raczej są bo nadal go użytkuję domyte i świeże dłużej niż tego oczekiwałam.

Odżywka jest za to bardziej zwarta i kremowa. Nie wyczułam w niej nut owocowych raczej bezkolizyjny pewien zapach - nie umiem go bliżej określić. Dlatego używając w parze tych produktów nie osiągniemy mega pachnących włosów, a jedynie lekko pachnące. Ten zapach zostaje jedynie po szamponie. Ja jednak nie mam do tego uwag. Aplikacja jest łatwa, we włosy ta odżywka się wpija. Nie spływa z nich, dlatego ja pozwalam sobie na dosłownie parę minut kiedy ją trzymam - zalecana jest jedynie minuta.



Co uzyskałam po niespełna 3 tygodniach stosowania szamponu z odżywką?

Umyte, dobrze rozczesujące się włosy od pierwszego zastosowania. W chwili obecnej nie puszą się są tak w 70% są ujarzmione. Do końca nie widzę jeszcze pełnego wygładzenia, ale wszystko idzie w dobrą stronę. Włosy mniej się łamią na długości, bo te wypadające naturalnie nie były krótkie, a długie. W słońcu zauważyłam, że dostają przyjemnego blasku i są miękkie w dotyku. Podczas stylizacji nie sprawiają problemów.

Ryzykowałam decydując się na spore pojemności po 1000 ml każda butla. Nie wiedziałam jak ta seria zareaguje na moje włosy. Jednak ryzyko się opłaciło bo Matrix Total Results So Long Damage jak widzę nie szkodzi moim włosom. W końcu jest to duet do profesjonalnego użytku jak i domowego. W najgorszym rozwiązaniu połasiłabym się na inne kosmetyki do włosów bo ich jest w nadmiarze na rynku:)

Kosmetyki do włosów są z nami na co dzień. Przedstawiłam dziś dla was duet na wzmocnienie. Myślę, że jesienno-zimowy sezon u większości z nas przynosi pewne osłabienie włosa i należy wtedy dobrać odpowiednie produkty. 

pozdrawiam - Magda