19 września 2018

WoodWick /LEMON/ WOSK SOJOWY

Witam


Lemon


Kwaskowa cytryna zmieszana z soczystymi cytrusami oraz zielonymi nutami tworzy prawdziwy i czysty cytrynowy zapach.

"Wosk sojowy WoodWick - Lemon to zapach kwaskowej, ale odświeżającej cytryny, która została zmieszana z soczystymi cytrusami oraz zielonymi nutami. Stworzony dzięki temu został prawdziwy i czysty cytrynowy zapach, który ogarnie Twoje zmysły w każdym calu, w każdym skrawku. Będzie oryginalny i delikatny, a jednocześnie bardzo energetyczny. Przypomnij sobie soczyste cytrusy - kwaśne, cierpkie, ale jak bardzo orzeźwiające i zmieniające spojrzenie na świat, pełne słońca oraz radości, przypominające o lecie i cieple. Zanurz się w tym, co kochasz najbardziej - w dotyku tego piękna i delikatności, w goryczy i słodyczy, a przede wszystkim w świeżości i nadziei na lepsze jutro bez względu na to, co przyniesie Tobie dzień dzisiejszy. Doświadcz prawdziwie głębokiej energii i zacznij żyć pełnią życia, niech słońce wkroczy do Twojego domu i na zawsze w nim już pozostanie. To wszystko spotka Cię tylko i wyłącznie z zapachem WoodWick - Lemon."







Czekałam cierpliwie na niefartowny wosk WoodWick, który będzie porażką. Poznając znaczną ilość zapachów raz na kilkanaście rozpaleń trafia się bukiet do którego nie chce się ponownie wracać. I tak stało się parę dni temu kiedy zażyczyłam sobie rozpalić kominek i rozpuścić cząstkę wosku Lemon.


Celowo podczas zakupów zdecydowałam się na cytrusowy zapach. Teraz kiedy nadchodzi jesień lubię wrócić jeszcze na moment do lata, które zaserwowało nam sporo przyjemnych, słonecznych dni w tym roku. Cytrusy zawsze wzbudzają we mnie pozytywne chwile, przypominają o wakacjach spędzonych w ciepłych rejonach. Uwielbiam je poczuć ponownie, kiedy za oknem pojawia się nieco gorsza już pogoda i wita nas kolejna chłodniejsza pora roku.





Lemon WoodWick sprawdził się jedynie od jednej strony. Tak jak wynikało z opisu nie pozwolił na wydobycie z siebie mocy. Bacznie trzymał się ledwo wyczuwalnej woni. I tak serio to nawet dobrze, ponieważ zapach był sztuczny, nie nawiązywał do cytrynowych nut, nie wspominając o dodatkowych cytrusach. Opis zupełnie nie pokrywał się z rzeczywistością. 

Lemon to pierwszy wosk sojowy o którym nie mogę napisać dobrego słowa. Nie zdołał mnie przekonać do siebie w najmniejszym stopniu. Czekając na rześki, energetyczny kop cytrusów doczekałam się marnego niewątpliwie wydumanego bukietu, który nie wywołał pozytywnych emocji, czułam się w jego towarzystwie nijak i źle. 

Mam nadzieję, że WoodWick przygotował dla mnie w niedalekiej przyszłości o wiele lepsze zapachy. 

Lemon to niewypał, ale ja się kompletnie tym nie zrażam ponieważ poprzednie woski sojowe jakie miałam okazje poznać pamiętam, że miło wspominam i często do niektórych wersji powracam.


pozdrawiam - Magda

17 września 2018

FARMONA, HERBAL CARE, ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ

Witam 


Codziennie biorę prysznic lub najczęściej zimą odpoczywam w kąpieli. Poza podstawowym umyciem całego ciała nie zapominam nigdy o miejscach intymnych. Wiem, że mogę je szybko podrażnić np: kiedy przedobrzę z treningiem lub użyję niewłaściwego płynu z nieodpowiednim składnikiem. 

Nie każdy kosmetyk mi jednym słowem służy. Kiedy przede mną pierwsze mycie z rezerwą spoglądam na nowinkę jaka zawitała do mojej łazienki. Lekka obawa jest zawsze, ale z reguły nie potrzebna.

Tym razem było inaczej. O żelu do higieny intymnej Herbal Care Oak Bark z prebiotykiem przeczytałam pod rząd kilka pozytywnych opinii, dlatego moje obawy były mniejsze. Wszystko wskazywało na to, że żel sprosta moim oczekiwaniom. Jak było w rzeczywistości? Zapraszam na moją ocenę.


Pojemność: 330 ml
Cena: około 10 zł 
Dostępność: np iperfumy.pl






Białe opakowanie produktu zadziałało na mnie w sposób pozytywny. Biel nasuwa na myśl coś czystego, higienicznego. Etykieta w lekkich odcieniach zieleni wraz z naszkicowanym liściem dębu z żołędziami to drugi zewnętrzny walor kosmetyku. 

Aplikacja odbywa się przez pompkę OPEN/STOP. Wygodna, sprawna. Mam nadzieję, że posłuży do ostatniej kropli i nie zbuntuje się.





Żel polecany jest głównie do codziennego mycia miejsc intymnych narażonych na upławy i infekcje. 

Używany bez tych dolegliwości służy lepiej niż sądziłam. Żel jest klarowny, pół gęsty. Wyróżnia go od innych żeli gęstość, która ma w pewnym sensie poślizg. Zapach nie stanowi przeszkód jest stonowany bardzo słaby, naturalny. 
W kontakcie z wodą wytwarza się skąpa ilość piany. 

W składzie dopatrzyłam się kilku składników godnych uwagi:

Ekstraktu z kory dębu, to on powoduje, że żel ma działanie ściągające.
Ekstraktu z macierzanki łagodzi świąd, podrażnienia i zaczerwienienia. 
Prebiotyk dba o ochronę flory bakteryjnej, niweluje infekcje. Alantoina ma też swoją rolę, koi podrażnienia, regeneruje naskórek.






Jest to żel używany krótko bo raptem dwa tygodnie. W tym przedziale czasowym jak dotąd łagodzi podrażnienia jakie dopadają mnie po przejażdżkach rowerowych. Przywraca naturalne pH. Daje poczucie komfortu ponieważ świeżość po jego użyciu utrzymuje się dobę. 


Znacie ten żel? A może polecacie równie dobry jak ten z Herbal Care? 



pozdrawiam - Magda

15 września 2018

PIELĘGNACJA TWARZY Z PERFECTĄ, NOWA LINIA AZJATICA

Witam


Kto nie zna Perfecty? Jest ktoś taki? To znana marka Dax Cosmetics. Zaskoczyła nas, kobiety wieloma ciekawymi seriami. Tym razem oferuje nam nową linię kosmetyków, nawiązującą do rytuałów piękna z dalekiego wschodu: Perfecta AZJAtica.

Bez problemu zakupimy ją w wielu drogeriach i dobierzemy kremy zgodne z naszymi latami. To cenię sobie u danego producenta w tym i u Perfecty, że pozwala kobietom dokonać wyboru właściwej pielęgnacji do rodzaju cery/wieku.

AZJAtica wyróżniają lekkie konsystencje w innowacyjnych kosmetykach, które używane w odpowiedniej kolejności potrafią stworzyć rytuał młodości.






Od czego rozpoczynam swój rytuał? Jak zawsze skupiam się na początku na solidnym oczyszczeniu skóry. Nieistotne jest czy mam usunąć makijaż czy oczyścić twarz z całego dnia, zawsze tą czynność traktuję poważnie i staram się jej nie zaniedbywać. Z linii AZJAtica służy mi do tego RYŻOWE MLECZKO-LOTION DO DEMAKIJAŻU LUB MYCIA OCZU I TWARZY Oczyszczanie, Nawilżenie, Detox.

Mleczka jest naprawdę spora ilość - 400 ml. Dlatego z początku taka dawka może się wydawać nie do wykorzystania w krótkim czasie. Producent jednak w propozycji do użycia ma dla nas dwa sposoby, jeden to mleczko usuwające brud/makijaż/sebum nasączone wacikiem, a drugi sposób to bezpośrednia porcja wylana na dłonie i mycie twarzy. Przy drugiej opcji mleczka ubywa, dlatego nie obawiam się, że z dnia na dzień powiem "nuda" i go odstawię.

Zapachem mleczka można się delektować jak ulubioną potrawą. Kwiatowy pełne aromatów bukiet budzi nas i napawa dobrym nastrojem. 
Mleczko samo w sobie jest dość rzadkie. Na twarzy nie zostawia filmu, nie lepi się. Ważnym atutem przy jego stosowaniu jest, że nie podrażnia oczu i zostawia ich zamglonych. 

Ryżowe mleczko zawiera w składzie: CENTELLA ASIATICA pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, redukuje zmarszczki i odmładza. Stymuluje syntezę kwasu hialuronowego, przyczyniając się do wzrostu nawilżenia skóry. BIAŁY RYŻ niweluje oznaki zmęczenia i poprawia mikrokrążenie skóry. Dodatkowo hamuje działanie wolnych rodników, dzięki czemu chroni kolagen i elastynę.
CERAMIDY są składnikiem cementu międzyko- mórkowego. Regulują nawilżenie, natłuszczenie i utrzymują właściwości ochronne i barierowe skóry.

Mleczko jest skuteczne, oczyszcza i przygotowuje cerę do kolejnego kroku.





Drugi krok stanowi aplikacja SERUM NA DZIEŃ I NA NOC Nawilżenie, Detox. Samego serum mamy raptem 15 ml, dla mnie to bardzo nie wiele widząc jak szybko znika.

Aplikacja odbywa się za pomocą pipetki. Serum jest podobnie rzadkie jak mleczko dlatego trzeba być uważnym bo lubi niechcący spłynąć z pipetki. 

Zapachem nie odbiega od kosmetyku wyżej, wchłania się do matu bez kolizyjnej warstwy. Staram się go używać zgodnie z przeznaczeniem (dzień/noc), ale nie zawsze pamiętam o nim o poranku. Za to wieczorem, kiedy szykuję się do snu nie omijam czynności aplikacyjne. Jest stałym obecnie kosmetykiem pod nocny krem.

Aktywnymi składnikami w nim są: CENTELLA ASIATICA jak w mleczku. CZERWONA ALGA łączy działanie przeciwstarzeniowe z silną energizacją komórek skóry. Zapewnia ochronny efekt „drugiej skóry”, chroni ją przed odwodnieniem wywołanym zanieczyszczeniami.
ŻEŃ-SZEŃ wykazuje bardzo silne działanie regenerujące i rewitalizujące. Wspiera odnowę skóry i ją odmładza

Serum jest spójne z kremem na dzień i na noc tej serii. Razem współgrają i wpływają na cerę dając jej nawilżenie, regenerację.





Ostatnim krokiem jest KREM-OLEJEK NA DZIEŃ I NA NOC Regeneracja Silne nawilżenie. 
Kremu z początku używałam jedynie na noc. Po kilku dniach skusiłam się na jego poranną dawkę i już tak zostało. Krem fantastycznie dogaduje się z moim ulubieńcem, kremem CC Pharmaceris.

Cera po nim jest wygładzona, dostaje kopa odnośnie nawilżenia na cały dzień. Nie odczuwam minimalnego ściągnięcia czy wysuszenia. Krem o jedwabiście lekkiej konsystencji daje się łatwo wklepać oczywiście dostarcza nietuzinkowego zapachu.





Perfecta AZJAtica to przyjemna dla oka grafika, reprezentują ją ciepłe kolory. Ta linia nie posiada wyszukanych słoiczków czy opakowań, za to te są funkcjonalne i sprawdzają się pod kątem aplikacji bardzo dobrze.

Cieszę się, że mogłam poznać kilka produktów tej nowej linii. Używam ją od niedawna, a tak ją polubiłam za: zapach, dobre oczyszczenie, aktywne składniki i zdrowy wygląd cery.


Linię Perfecta AZJAtica, podobnie jak wiele innych produktów tej marki, reklamuje Magdalena Różczka. To nasza rodaczka znana polska aktorka teatralna i filmowa. Od kilku lat jest ambasadorką Perfecty. I nie wspominam o niej tylko dlatego, że jest celebrytką, ostatnio oglądnęłam polski serial "Czas honoru", gdzie grała u boku Macieja Zakościelnego i byłam pod wrażeniem roli jaką odgrywała.

Korzystacie z kosmetyków inspirujących się dalekim wschodem do postrzegania piękna i pielęgnacji?


pozdrawiam - Magda

13 września 2018

PROBLEMY Z CERĄ NACZYNKOWĄ? FITOMED ZALECA: ESENCJĘ NAWILŻAJĄCĄ ORAZ OLEJEK MIEJSKI /KOCANKA WŁOSKA/

Witam


Polska marka kosmetyków Fitomed nie raz trafiła na łamy mojego bloga. Znam tą markę od strony pielęgnacyjnej włosów, cery oraz skóry ciała. Nie przytupnę nogą, że wszystkie kosmetyki zawsze sprawdziły się rewelacyjnie, ale w większości TAK i myślę, że jest to znakomity wynik.

Tym razem postanowiłam przygotować wpis gościnny o Esencji nawilżającej oraz Olejku miejskim. Z produktów korzysta moja mama borykająca się od wielu lat z popękanymi naczynkami. Uznałam, że będzie odpowiedniejszą osobą do poznania kosmetyków, które uzupełniając się wzajemnie wpływają na stan cery naczynkowej.


Czym jest esencja?

Jest nowoczesnym i wielofunkcyjnym kosmetykiem do aktywnej pielęgnacji twarzy. Nawilża, a zapachem daje uczucie komfortu i relaksu. 

Esencja to ciekłokrystaliczny kosmetyk beztłuszczowy, który zawiera kwas hialuronowy, polisacharydy, hydrolaty oraz promotory przenikania: pantenol i wyciągi ziołowe. 


Czym jest olejek miejski?

Olejek nie tylko odżywia, wygładza i poprawia strukturę naskórka, ale także chroni przed smogiem i promieniami UV na obszarach miejskich. Olejek miejski jest skomponowany z nierafinowanych olejów o potwierdzonych w literaturze naukowej właściwościach promieniochłonnych i antyoksydacyjnych. 






Esencja nawilżająca /kocanka włoska/

Pojemność - 30 ml
Cena - 35 zł

Aktywne składniki

  • Woda oczarowa powstaje w procesie destylacji kory lub liści z oczaru wirginijskiego – drzewa, nazywanego w Meksyku drzewem magicznym. Obecne garbniki (elagotaniny, hamamelitany), flawonoidy, kwas galusowy i elagowy obkurczają naczynka włosowate, poprawiają mikrokrążenie, redukują rumień i zaczerwienienie skóry.Nie należy mylić wody aromatycznej z wodami toaletowymi, które zawierają syntetyczne substancje zapachowe i służą do perfumowania, nie zaś do pielęgnacji. Wody roślinne mają bogaty, zbilansowany skład, są delikatniejsze od olejków.
  • Kwas hialuronowy tworzy film hydrofilowy na powierzchni skóry. Sam kwas nie przenika przez naskórek ze względu na zbyt dużą cząsteczkę, natomiast tworzy warstewkę z połączeń wodorowo-tlenowych przyciągających cząsteczki wody ze skóry właściwej. Woda kieruje się z wewnątrz do warstwy rogowej i nawadnia naskórek. Dobrze nawilżona warstwa rogowa staje się bardziej chłonna na substancje czynne.
  • Wyciąg z kocanki zawiera flawonoidy (kwercetyna, kemferol, luteolina), kwasy fenolowe, trójterpeny, diketony,żywice, glikozydy, olejek eteryczny o działaniu antyoksydacyjnym, przeciwzapalnym, wzmacniającym naczynka i rozjaśniającym cerę. Wyciągi z kocanki, hydrolat, olejek eteryczny stosuje się w pielęgnacji cery naczynkowej, trądziku różowatym.
  • Wyciąg z kasztanowca zwyczajnego bogaty jest w saponiny (escynę) i glikozydy (esculina), które zmniejszają kruchość i nadmierną przepuszczalność naczyń włosowatych, przywracają im elastyczność, tym samym poprawią krążenie. Bioflawonoidy z kasztanowca zwyczajnego chronią kwas hialuronowy przed rozkładem.
  • Pochodna rutyny znajduje się w ekstrakcie z perełkowca japońskiego. Rutyna i jej pochodne wzmacniają ścianki naczyń włosowatych, zmniejszają rumień i trądzik różowaty.
  • Pantenol, czyli prowitamina B5 – substancja nawilżająca, penetrująca przez warstwę rogową, promotor przenikania dla innych substancji odżywczych.

Esencję wyróżnia przyjemny zapach w słomkowej barwie. Do zaaplikowania potrzeba zaledwie dwóch kropel. Wodnista ciecz wchłania się sprawnie, nie zostawiając po sobie filmu. Pamiętać należy by stosować ją na oczyszczoną cerę. Wysycha do matu. Po kilkunastu użyciach wzmaga nawilżenie, natomiast od pierwszego użycia daje za każdym razem świeżość, komfort oraz wyciszenie skóry. Przygotowuje cerę do przyjęcia olejku.





Olejek miejski /kocanka włoska/

Pojemność - 30 ml
Cena - 42 zł

Aktywne składniki

  • Olej malinowy, olej ze słodkich migdałów są to oleje nierafinowane o dużym potencjale antyoksydacyjnym i właściwościach promieniochłonnych.
  • Olej z nasion aronii nadaje olejkowi delikatny, świeży, owocowy zapach. Owoce aronii uważane są za symbol zdrowia i stanowią prawdziwą bombę witamin oraz antyoksydantów. Mają najwyższą ze wszystkich znanych owoców zawartość antocyjanów i katechin. W składzie oleju z pestek aronii przeważa kwas linolowy (omega-6) – ok. 39%, witamina E i fosfolipidy. Olej z pestek aronii jest lekkim i bardzo łatwo absorbowanym przez skórę olejem. Jest wspaniałym środkiem nawilżającym, kondycjonującym i łagodzącym.
  • Ekstrakt z kwiatów kocanki i kasztanowca wzmacnia naczynka włosowate.
  • Witaminy E i C działając razem, uszczelniają ścianki naczyń krwionośnych i blokują przedostanie się do nich drobnoustrojów chorobotwórczych. Połączenie tych substancji powszechnie jest wykorzystywane w suplementach diety, w profilaktyce przeziębień i stanów obniżonej odporności.


Olejek zdecydowanie różni się od esencji. Jest ciemnożółty, składniki
 ochraniane są przez ciemne szkło. Olejek jest treściwy, tłustawy. Do jednorazowej aplikacji potrzebujemy podobnie jak w produkcie wyżej 2 kropel. Mało? Nie - te dwie szlachetne krople są w stanie pokryć całą powierzchnię cery. Zapach apteczny trzeba lubić, mojej mamie nie wadził. Na skórze olejek zostawia wyraźny film, który do końca nie schodzi. Zadaniem olejku było odżywienie, ochrona przed smogiem.







Produkty zaleca stosować się w parze, rano i wieczorem. 
Niestety na film jaki pozostaje po olejku nie byłam skłonna przekonać mamy by także, aplikowała duet na dzień. W sumie po czasie się jej nie dziwię, bo mama nadal lubi się podmalować, a film jej jedynie przeszkadzał bo twarz się świeciła. 
W okresie upałów nawet zaprzestała używać zestawu na noc. Uznała, że cera staje się obciążona. Natomiast w normalne temperatury od razu powróciła do esencji i olejku.

Jak w takim razie z działaniem? 


Na przełomie 3 miesięcy nie mogę napisać, że pajączki znikły czy wyblakły. Są nadal i myślę, że będzie je trudno zniwelować do zera.
Zauważyłyśmy jednak, że skóra została odżywiona i nawilżona. 


Mieszkając w mieście wszyscy jesteśmy narażeni na działanie smogu, duet ten podobno ma chronić przed zanieczyszczeniami. Jak wpłynął na cerę? Pod tym względem nie wiemy. 


Cera na pewno znacząco się wygładziła i nabrała blasku. Myślimy, że zaczyna być przygotowana do zimniejszej pory roku.


Produkty Fitomed mieszczą się w aptecznych buteleczkach z aplikatorami typu: pipetki. Wygodne w aplikacji. 

Szata graficzna zasługuje na uznanie, zwykłe etykiety, ale jakie urocze. Jedynie strefa informacyjna wydrukowana została maczkiem, starsze osoby nie są w stanie jej przeczytać - mama miała z tym problem, dlatego wyświetliłam jej na stronie producenta część opisową.


Na same naczynka produkty nie wpłynęły od strony wizualnej. Być może za krótki okres czasu są stosowane. 


Natomiast wygładziły cerę i przyczyniły się do wzrostu nawilżenia w głębszych partiach naskórka. Są to produkty bardzo wydajne. 

Mama nadal ich używa, czekamy może jednak wpłyną na naczynka w sposób widoczny.

pozdrawiam - Magda

11 września 2018

WISHLISTA, CZYLI NOWOŚCI JESIENNE JAKIE ZAMIERZAM NABYĆ

Witam

Takie planowanie przyszłych przemyślanych zakupów to bardzo fajna sprawa. Żałuję, że wcześniej nie przygotowywałam whislist. Ustalając sobie wcześniej co mogłoby znaleźć się w kosmetyczce to poznawanie nowych marek i kosmetyków.


Na blogu u mnie czytacie najczęściej o pielęgnacji, mniej o kolorówce. Pielęgnacja to mój konik, dbam o skórę ciała i twarzy na co dzień, mniej się maluję dlatego i kolorówce rzadziej daję szansę bo wolno u mnie schodzi. Na jesień jednak planuję zakup nowych cieni dlatego już teraz uchylę rąbek tajemnicy co wyląduje na liście. 





Ostatnio mam słabość do perfum. Przechodząc koło miejsca w którym sprzedawane są zapachy muszę każdorazowo wstąpić i poczuć oferowane testery. Wiele zapachów o dziwo podoba mi się takich co dawniej nie było mowy, abym się zainteresowała nimi nawet te cięższe wpadają w moje gusta, sama jestem tym zaskoczona. Ale to chyba dobra zmiana, bo dzięki niej zasilę moje dość skromne szeregi zapachowe nowymi flakonikami. Przy ostatniej wizycie w perfumerii wpadłam przez przypadek na Wodę perfumowaną Kenzo World Intense. Tester wydał mi się bardzo kobiecy dlatego planuję zakupić wersję o większej pojemności. Kenzo to czysto kobiecy zapach, dzięki któremu można zabłysnąć w każdym towarzystwie. Nuty kwiatowo- owocowe są precyzyjnie zrównoważone dlatego zapach można nosić na co dzień, pasuje na wiele okazji. 

Drugą moją zachcianką, a może i nie jest Tangle Teezer Compact Styler. Stara szczotka widzę, że pomału się zużywa, a że jestem do niej przywiązana myślę, że nowa będzie sprawować swoją funkcję także godnie. Tangle Teezer jest absolutnym hitem wśród szczotek do łatwego i bezpiecznego rozczesywania suchych i mokrych włosów.

Dopełnieniem pielęgnacji włosów będzie Kérastase Resistance Extentioniste maska do włosów na porost włosów i wzmocnienie cebulek. Chcę działać zawczasu. Pora jesienna przeważnie nie jest dobra dla mnie. Włosy zaczynają bunt, który czasami z małymi przerwami potrafi trwać do wiosny. Dlatego taka maska z wyższej półki mam nadzieję, że sprosta swoim zadaniom takim jak: nawilżenie, regeneracja na całej długości, nadanie miękkości oraz dodatkowym atutem przy jej stosowaniu będzie piękny zapach włosów.

Kolejna propozycja jaka znalazła się na liście to I love... Mango & Papaya masło do ciała. Nie zerkam na porę roku, nowo zauważone produkty pielęgnacyjne na bazie mango biorę zawsze. Jestem miłośniczką tego tropikalnego owocu dlatego nie mogłam przejść obok i nie wpisać tego mazidełka do listy.

L’Oréal Paris Eyeshadow Mega Palette Berry Much Love to moja pierwsza tak odważna w sumie paleta cieni do powiek. Dość zróżnicowane kolorki pozwolą mi pobudzić wyobraźnię i wykonać niebanalne malunki na powiekach. Doczytałam, że pigmentacja jest bardzo intensywna, a aplikacja stosunkowa prosta. Jako laik mam nadzieję, że sobie poradzę i będę nimi zachwycona. 

Listę zamyka Bath & Body Works Rainforest Passionfruit
świeczka zapachowa. Jest to w sumie letni owocowy zapach. Jak co roku o porze jesiennej dopada mnie 
tęsknota za minionym latem. Ta świeczka z pewnością pozwoli mi choć na chwilkę przenieść się w ciepłe rejony i przywoła gorące lato 2018. 

Przeglądając iperfumy stworzyłam jesienną wishlistę, którą będę już nie długo realizować.

Znacie może któryś produkt? 

pozdrawiam - Magda

10 września 2018

WoodWick - APPLE CRISP

Witam


Początki palenia wosków rozpoczynałam od Yannke Candle, wydawało mi się, że to najlepsze pachnidła jakie rozpuszczam w kominku i napawam się ich różnorodnymi zapachami.

Od kilku dobrych miesięcy jestem zafascynowana woskami sojowymi WoodWick, które wskoczyły na miejsce YC.


Woski sojowe są przede wszystkim zdrowsze. Jest to utwardzony olej wyciskany z nasion soi. Brak w nich toksyn. Nie wydzielają one kancerogennych substancji, jak toluen i benzen.

W procesie produkcji, ani podczas palenia nie zanieczyszczają środowiska naturalnego, a przede wszystkim nie szkodzą człowiekowi i jego zdrowiu.


Przygotowując się na jesienną porę rozpoczęłam pierwsze woski WW jakie w trakcie lata wpadły do pudełeczka, w którym przechowuję przeróżne zapachy.






Na długie deszczowe jesienne dni polecam wszystkim miłośnikom zapachów wosk Apple Crisp.

"Pyszne połączenie świeżych jabłek zapieczonych w ciągnącym się karmelu, zwieńczonych maślaną kruszonką."


Pojemność - 22,7 g
Cena - 9 zł






Woski WW mają to do siebie, że fantastycznie się je łamie. Pomimo, że w dotyku są tłuste to nie zostawiają przykrej powłoki na skórze.  Nie kruszą się jak YC. 



Wosk Apple Crisp to słodycz dojrzałych jabłek z domieszką przypraw korzennych. W takim jednym prostym zdaniu mogę określić zapach jaki zaczął rozchodzić się tuż po rozgrzaniu przez tealight ułamka bordowego skrawka.


Po pierwszej wizycie Apple Crisp w moich czterech kątach doszłam do wniosku, że wosk nada się na przyszły bożonarodzeniowy czas.


Wosk nie narzuca się swoim aromatem. Rozwija się powoli i daje końcowy pozytywny efekt, ponieważ jabłkowa słodycz jest soczysta pełna aromatów. Zapalony pod wieczór stwarza przyjemny nastrój.


Wiem już, że zakupię go ponownie na święta, które przyjdą jak z bicza strzelił bo za 3 i pół miesiąca. Uwierzcie, tak jak przeleciał letni wakacyjny czas tak i ten do świąt zaraz się pojawi.

pozdrawiam - Magda

8 września 2018

BUSKI KREM SIARCZKOWY NAWILŻAJĄCY Z WITAMINĄ A+E /DR DUDA/

Witam


Kremów pielęgnacyjnych jest multum. Począwszy od drogeryjnych poprzez naturalne/organiczne. Wybór spory, a na jaki się zdecydujemy to już zależy od nas samych.

Raptem kilka lat wstecz używałam jedynie kremów drogeryjnych, moja wiedza była okrojona, a świadomość, że można zadbać o siebie solidniej niska. Dopiero uderzenie w rynek kosmetyczny producentów zajmujących się wytwarzaniem naturalnych produktów dało mi do myślenia.

Ostatnio poznałam perełkę kosmetyczną jaką jest Krem Siarczkowy Dr Duda oparty na bazie wody siarczkowej.


Producent pisze o sobie...

"Kosmetyki uzdrowiskowe “Dr Duda” produkowane są na bazie buskiej wody mineralnej siarczkowo-siarkowodorowej słonej ze źródła o pięknym imieniu „Zuzanna” oraz w oparciu o odwar wodny z borowiny. Woda siarczkowa, zwana przez kuracjuszy „SIARKĄ”, stosowana jest od prawie 200 lat do zabiegów kąpielowych w wannie i wówczas jest lekiem, czyli produktem leczniczym, na bazie którego są wytwarzane nasze kosmetyki uzdrowiskowe. Są to autorskie niepowtarzalne kosmetyki, które jako pierwszy w Polsce opracował i wprowadził na polski rynek kosmetyczny, aptekarz z Buska-Zdroju, dr. n. farm. Roman Duda...

...Firma rodzinna to MARKA sama w sobie..
Firma rodzinna to nazwisko, to twarz właściciela, autora receptur, pomysłodawcy!Wielu z przedsiębiorców świadomie decyduje się na budowanie wizerunku firmy w oparciu o rodzinność. Ma to sens gdy jest to prawdziwe i gdy zysk jest środkiem, a nie celem… Kiedy pokolenia pracują z pasją tworzenia."




Buski Krem Siarczkowy znajduje się w niepozornym słoiczku z mocnego plastiku o objętości 50 ml. Dostajemy go dodatkowo w kartonowym pudełeczku. Całość wydaje się minimalistyczna i ktoś może uznać, że kremu jest mniej niż standardowa ilość, jaką producenci przekazują klientom. 
Dr Duda jednym słowem nie wykorzystuje chwytu marketingowego w stylu "słoiczka z podwójnym dnem" czy "pudełeczka wskazującego, że produktu jest większa ilość". I takie podejście osobiście szanuję.

Barwa kremu jest naturalna, ekri. Krem sam w sobie ma poniekąd gęstość żelową. W pierwszym kontakcie wydaje się być tłusty i ciężki. Jednak to tylko pozory, krem po nałożeniu na skórę twarzy, szyi i dekoltu staje się lekki i łatwo można nim wykonać masaż, który pozwala dotrzeć w głąb naskórka.

Zapach kremu jest wyraźny. Przypomina mieszaninę olejków eterycznych mi w pierwszej chwili przyszła na myśl lawenda, którą jestem zawsze zafascynowana dlatego tak polubiłam pielęgnację tym kremem.



Skład kremu jest krótki, zawiera sporo drogocennych składników. 

Przoduje w nim oczywiście woda siarczkowa ze źródła „Zuzanna” Las Winiarski koło Buska Zdroju wraz z minerałami i pozostałymi roślinnymi składnikami (aloes, olejek jojoba, olejek wiesiołkowy, olejek różany i lawendowy) oraz witaminami A+E i gliceryną. 

Taki zestaw komponentów stanowi bardzo aktywny nawilżający kompleks, zatrzymujący w skórze naturalną wilgoć oraz wzmacniający i odżywiający cerę.





Krem Dr Duda poleca stosować rano i wieczorem. Ze względu na dłuższy czas oczekiwania na wchłoniecie (w końcu wartościowe składniki potrzebują czasu) kremu używam jedynie na noc i to w większej dawce niż zwykle. Naturalny zapach lawendy, którą wyczuwam pozwala mi zasnąć i dobrze się zregenerować na kolejny dzień. Nie przeszkadza mi warstwa jaka pozostaje po wchłonięciu. Jest ona w sumie bezinwazyjna, jedynie wyczuwa się przez dotyk.


Krem mimo tego, że dawkowany jest jedynie na noc dostarcza mocarnej dawki nawilżenia. Dawno nie spotkałam się z takim kremem do twarzy co przyniósłby w dość krótkim okresie czasowym tak solidne nawilżenia. 
Skóra jest dogłębnie nawilżona i na długo. Krem pokochają wszyscy posiadacze suchej i bardzo suchej skóry, ale nie tylko. Krem wpasuje się także w potrzeby skóry wrażliwej (np. z objawami łuszczycy, egzemy, atopowego zapalenia skóry itp.).


Buski Krem Siarczkowy zadba o skórę zmęczoną nada jej blasku. Używany w dłuższym okresie będzie zapobiegał starzeniu się skóry. Polecany jest osobom z przebarwieniami. 
Cieszę się, że na niego trafiłam bo widzę ostatnio u siebie minimalne pajączki, które mam nadzieję krem zregeneruje wzmacniając naczynia włosowate.


Cena kremu jest niska w stosunku do działania i wydajności. Można go nabyć <TUTAJ>


Ja go rekomenduję i polecam wszystkim tym, którzy cenią sobie dobre polskie kosmetyki powstające w firmach rodzinnych jak Dr Duda.





pozdrawiam - Magda

7 września 2018

RATUNKOWE SZAMPONY APTECZNE OD PHARMACERIS

Witam


Na przełomie paru lat kosmetyki do pielęgnacji włosów uległy u mnie roszadzie. Tzn. większość z nich stanowiła zawsze grupa propozycji drogeryjnych. 
Teraz, kiedy doszłam do wniosku, że warto mieć na wszelki wypadek szampon apteczny lub naturalny nie obawiam się większego spustoszenia na skalpie, które przyznaję coraz częściej w najmniej oczekiwanej chwili się pojawia.

Po szampony drogeryjne i tak nadal sięgam najczęściej, gdyż włosy cienkie i przetłuszczające się najlepiej się z nimi obchodzą. Potrzebują jednak dawki silikonowej oraz mniej atrakcyjnych składników. Dlatego parę podejść do środków naturalnych kończyła się u mnie klapą. Włosy traciły na objętości, wygląd ich w przeciągu paru godzin wskazywał na nieświeżość i fatalny stan.


Kiedy więc stosuję szampony apteczne? Bo o nich wspomniałam w paru zdaniach powyżej.

Są dni kiedy zauważam, że włosom lub skórze zaczyna doskwierać coś niedobrego. Objawia się to coraz to częstszym drapaniem, łupieżem, czerwonymi plackami na skalpie lub złym stanem włosów, które są szorstkie, puszą się robią się podniszczone.

Często w takich dolegliwościach sięgam po sprawdzone niejednokrotnie szampony apteczne Pharmaceris. Znam ich kilka i wiem, że mogę na nie liczyć. Na tyle potrafiły mi pomóc, że moja ręka w aptece kieruje się zawsze w ich stronę.

Ostatnie dwa jakie miałam przyjemność poznać na przełomie paru miesięcy to: Specjalistyczny Szampon Normalizujący do skóry łojotokowej oraz Aktywny Szampon Restrukturyzujący do włosów suchych i zniszczonych.





Szampony Pharmaceris od zawsze jak pamiętam posiadają jednakowe buteleczki. Dość płaskie ze zwykłym zamykaniem na klik. Ogólnie wygodne w użytkowaniu. Zatrzaski są mocne, często zabierane w podróż nigdy nie wylały.
W łatwy sposób można dany szampon odróżnić przez barwę widoczną przez przeźroczyste ścianki. Jak widać na zdjęciu każdy szampon ma swój kolor, dlatego bez problemu zawsze sięgnie się po właściwy.

Pojemności 250 ml są wydajne nawet przy bardzo długich włosach. Przy mniejszych dolegliwościach mogę zawsze pozbyć się problemu nie bojąc się, że szampon nagle się skończy, a ja nie zdążę wyleczyć np: skalpu.




SPECJALISTYCZNY SZAMPON NORMALIZUJĄCY
do skóry łojotokowej, skłonnej do podrażnień



Szampon przeznaczony został do codziennej pielęgnacji łojotokowej skóry głowy i włosów przetłuszczających się. Ma piękny odcień oliwkowy. Jest lejący, przypomina płynny miód. Roślinny jego zapach kojarzył mi się pozytywnie, a włosy nabierały aromatu do kolejnego dnia. W kontakcie z wodą zapienia się wystarczająco myjąc zarówno skalp jak i całą długość włosów. 

W upalne dni (już za nimi tęsknię) pomagał mi utrzymać na dłużej świeżość włosów przy nasadzie oraz likwidował swędzenie skóry przy nadmiernym wydzielaniu się sebum. Możliwe, że jego drogeryjny poprzednik rozpoczął uczulenie, a wysokie temperatury wzmogły dolegliwości.


Formuła szamponu składała się z ekstraktu z łopianu, który skutecznie mył i regulował nadmierne przetłuszczanie się skóry. Trwała forma witaminy B3 zmniejszała nadmierną produkcję sebum. Octopirox® przywracał równowagę mikroflory naskórka. Gliceryna głęboko nawilżała struktury włosów, zaś wysokowartościowe proteiny pszeniczne znacząco poprawiły ich elastyczność oraz gładkość. Szampon posiada pH neutralne dla skóry.





AKTYWNY SZAMPON RESTRUKTURYZUJĄCY
do włosów suchych włosy zniszczone zabiegami chemicznymi i fryzjerskimi



Ta wersja także wskazana jest do codziennego stosowania, ale do  włosów suchych, zniszczonych zabiegami chemicznymi i fryzjerskimi.

Szampon pomógł mi uporać się z przesuszonymi włosami po farbowaniu. Często używam tej samej farby tego samego producenta i nic się nigdy nie działo. Ostatnio widocznie zmieniono skład, który wpłynął negatywnie. 

Szampon ma mleczną cytrynową barwę. Orzeźwiająco pachnie, cytrusami, które są naturalne i aż chce się zjeść pomarańczo w trakcie mycia.

Formuła szamponu łączy doskonałe właściwości myjące z intensywną ochroną przed wysuszaniem. Od pierwszego zastosowania zawsze czułam, że włosy są idealnie umyte. Wszelkie środki stylizujące usuwane były od razu, drugie mycie nie było konieczne co zdarzało mi się przy innych szamponach.

Odżywczy ekstrakt z miodu bogaty w aminokwasy i cukry oraz gliceryna głęboko odżywiają struktury włosów przywracając im miękkość i optymalne nawilżenie, które nie przyszło z dnia na dzień. Widocznie włosy miałam za bardzo przesuszone. 

Prowitamina B5 zapewniała ochronę przed czynnikami atmosferycznymi. Polimery kationowe i emolienty miały ułatwić rozczesywanie włosów, tu jednak szampon poległ, ale to wina moich włosów, zawsze mam z nimi ten problem bez użycia odżywki.





Apteczne szampony Pharmaceris po raz kolejny pomogły mi uporać się z problemami.
Reagując od razu możemy uspokoić problem jaki nas dopadł. Nie warto łudzić się, że z czasem samo przejdzie. No może przejdzie, ale nie u każdego. 

Szampony Pharmaceris wymagają czasu podczas mycia. Kilkuminutowy masaż jest zalecany i warto mu poświęcić wskazany czas. Specjalne formuły potrzebują wniknąć w skalp lub we włosy by odpowiednio móc zadziałać.

Szampony są hipoalergiczne, posiadają wysoką tolerancję i skuteczność są przebadane dermatologicznie.


Używacie aptecznych szamponów?


pozdrawiam - Magda

5 września 2018

WoodWick /HONEYSUCKLE/

Witam


Honeysuckle


"Wosk sojowy WoodWick - Honeysuckle - czyli kaskada delikatnie pomarańczowych i żółtych kwiatów wiciokrzewu, która została zmieszana z subtelnymi akcentami orientalnego jaśminu. Pomyśl o subtelnych kwiatach wiciokrzewu, o delikatnych kielichach, o zapachu, który będzie mamić Wasze zmysły delikatnością i pięknem natury drzemiącej w roślinach i przywiedzie na myśl kwitnący, tajemniczy ogród przepełniony magicznymi zapachami, które zapragną dostać się do Waszego życia. To jest właśnie ten zapach. Zapach WoodWick - Honeysuckle. Zaproś go do swojego domu... wejdź do ogrodu z wiciokrzewem i jaśminem, poznaj zapach Afryki i kwiat miłości. Według tradycji arabskiej, jaśmin włożony za ucho chłopaka jest wskazówką, że ten szuka dziewczyny, więc jest to kwiat kuszenia, kwiat wielkiej mocy uwodzicielskiej działający swoją siłą na płeć przeciwną. A jaki ma zapach... Woń jaśminu podobno potrafi zdziałać cuda i jej siła jest większa niż szkarłatny kolor przepięknych róż. Warto wszystkiego spróbować, by uwieść tę jedyną."






Czym są woski sojowe?

Woski sojowe są przede wszystkim zdrowsze. Jest to utwardzony olej wyciskany z nasion soi. Brak w nich toksyn. Nie wydzielają one kancerogennych substancji, jak toluen i benzen.

W procesie produkcji, ani podczas palenia nie zanieczyszczają środowiska naturalnego, a przede wszystkim nie szkodzą człowiekowi i jego zdrowiu.







Producent wosków sojowych WoodWick pakuje je w bardzo wygodne i szczelne plastikowe pojemniki w porównaniu do YC, gdzie folie nie przemawiają do mnie od samego początku.


W tym przypadku istnieje możliwość wygodnego przechowywania napoczętego wosku, aż do całkowitego skończenia.


Na sucho wosk jest intensywny i przerazi każdego, kto lubuje się w subtelnych, lekkich bukietach. Przyznam, że mnie na początku jego zapach zaskoczył, negatywnie. Słodki i o ostrych nutach jaśminu...sądziłam, że zabraknie mi odwagi na bliższe jego poznanie. W ostatnich jednak dniach, kiedy wieczory są już chłodniejsze zapragnęłam powrotu gorących wakacyjnych dni. Tchórzliwe podejście z mojej strony zanikło i mogłam jednak dać mu szansę.

W dotyku wosk jest tłusty, śliski. Na dłoniach jego film jednak nie zostaje, a przy okazji łatwo jest odłamać mniejszy kawałek.


Co myślę o samym zapachu?

Zapach nawołuje do wiosny, kiedy pąki drzew i kwiatów rozkwitają i budzą całą przyrodę do życia. Na początku uwydatnia się jaśmin, którego jestem zwolenniczką. Natomiast wiciokrzew o którym czytałam w opisie nie mam pojęcia jak przewija się przez ten wosk. Nawet tej rośliny nie kojarzę:)


Ciekawostką w tym wosku jest jego intensywność, która znika w chwili rozpuszczenia. Na sucho ten wosk to "żyleta", natomiast łagodnieje kiedy zamieni się w płynną konsystencję. Zapach unosi się w powietrzu w kolejnych pomieszczenia mieszkania nie powodując przykrych doznań. Obejdziemy się bez bólu głowy to mogę zagwarantować jako migrenowiczka.


Honeysuckle to zapach kwiatowy, posłodzony, a nie zasłodzony. Przywołuje wiosnę oraz upalne lato. Nie jest to woń spokojna przy której zaśniemy, fajnie jest to odpalić w deszczowy dzień, kiedy mamy wolne.





pozdrawiam - Magda

3 września 2018

ALKEMIE, BETTER THAN BOTOX, KREM NA OKOLICE OCZU

Witam


Kosmetyki naturalne zdobywają szturmem sławę w blogosferze. Sama staję się coraz większą ich maniaczką, ale nigdy nie będę 100%  bo zwyczajnie nie wszystkie mi służą. Ale jak to kosmetyki naturalne mogą nie służyć? Takie pytanie padłoby pewnie od wielu z Was w moim kierunku. 

Weźmy np: produkty do włosów jak szampony czy odżywki charakteryzujące się wysokim procentem składników naturalnych. Te produkty na dłuższą metę nie sprawdzają się u mnie kompletnie.


Kilka podejść skończyło się źle, włosy po wyschnięciu miałam jak stronki, a zupełny oklap za każdym razem nie dodawał fryzurze objętości na którą zawsze liczę. Włosom cienkim jak u mnie kosmetyki naturalne nie służą i kropka. Natomiast sprawa wygląda zupełnie inaczej jeżeli chodzi o pielęgnację twarzy. Tu kilkakrotnie w ciągu roku mogę używać naturalnych kremów, masek, peelingów i w sumie nic złego się nie dzieje. Cera jedynie zyskuje.


W dzisiejszym poście skoncentrowałam się na marce Alkemie, która w ofercie proponuje krem w okolice oczu Better than botox.





Marka pisze o sobie


"Od 15 lat zajmujemy się branżą kosmetyczną, od 9 produkcją kosmetyków na rynek profesjonalny i detaliczny. Stworzyliśmy mnóstwo produktów i zabiegów, z którymi już niejednokrotnie miałaś styczność szukając inspiracji do domowej pielęgnacji lub oddając się w ręce specjalistów w hotelach SPA. Wiele z nich zostało docenione przez grono specjalistów i wielokrotnie nagrodzone za innowacyjność i skuteczność działania...Alkemie to zupełnie nowy wymiar kosmetyki naturalnej. Połączenie wiekowych tradycji, wiedzy zielarzy, szeptunek i uzdrowicieli, profesorów botaniki, chemii i fizyki z najnowszymi odkryciami kosmetologii."

Pojemność - 15 ml

Cena - 129 zł

Dostępność - np: Topestetic

Krem należy zużyć w przeciągu 6 miesięcy od otwarcia.


Wskazania

- każdy rodzaj cery
- oznaki starzenia
- oznaki zmęczenia
- zmarszczki
- zwiotczenia
- utrata jędrności, elastyczności
- cienie pod oczami
- obrzęki
- prewencja przeciwstarzeniowa







W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na skład kremu. 

Znajdziemy w nim:
  • Organiczną wodę z Chabra Bławatka - wykazuje działanie kojące, antyoksydacyjne oraz przynoszące ulgę i świeżość zmęczonym oczom.
  • Luminescine - stanowi doskonałą ochronę przed negatywnym promieniowaniem UV, które zostaje zmienione w efekt luminescencji. Daje to efekt wypoczętego, rozjaśnionego i promiennego spojrzenia.
  • Beautifeye™ - składnik, który jest porównywany z blefaroplatyską, czyli usunięciem i napięciem skóry powiek. Daje efekt wygładzenia zmarszczek.
  • Olej Tsubaki - ma silne właściwości anti-aging, doskonale odżywia, poprawia elastyczność oraz wyrównuje koloryt skóry.
  • Kofeinę - zwiększa mikrokrążenia, co wpływa na redukcję obrzęków oraz oznak zmęczenia.

Produkt zawiera 98,8% składników naturalnych oraz 1,2% identycznych z naturalnymi. 

Brak parabenów, SLS, SLES, Parafiny, Donorów formaldehydu, Silikonów, Chemicznych filtrów UV, Ftalanów, PEG, Metyloizotiazolinu.


15 ml to porcja standardowa jaką znajduję w kremach pod oczy. Ta wykazuje się wysoką wydajnością mimo, że krem nie tylko aplikuję pod oczy, ale i na górną powiekę. 


Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że krem jest lekki, ale w trakcie nakładania we wskazane miejsca przy pierwszym zastosowaniu uznałam, że krem jest treściwszy. 

Na nocną porę pozwalałam sobie na grubszą warstwę i tu spotkałam się z małą kolizją bo czułam na powiekach zanim zasnęłam warstwę, która w małym stopniu obciążała skórę.

Krem potrzebuje czasu na wchłonięcie. O poranku zanim ją zmyłam nadal ją wyczuwałam. Natomiast pod dziennym makijażem/lub bez niego, krem w normalnej ilości nie wadził. 

Krem na okolice oczu jest śnieżnobiały, bez zapachu. Znajduje się w mlecznej buteleczce z wygodnym i higienicznym aplikatorem. Całość przekazywana jest przyszłym użytkownikom w eleganckim kartoniku.





Krem systematycznie używany przynosi w pierwszej chwili doskonałe nawilżenie z czego zawsze jestem zadowolona, ponieważ nie ma nic gorszego, kiedy dopuszczam do przesuszeń. Skóra w takich momentach starzeje się o wiele szybciej i tylko traci na tym.

Nie zmagam się z cieniami dlatego tu mojej opinii nie poznacie. Natomiast na dziedziczne worki pod oczami jakie mam krem wpłynął w minimalnym stopniu. Jedynie rozjaśnił okolice oczu, zregenerował skórę, przez co stała się ona mięciutka i z lekka naprężona. 

Krem sprawdził się jeszcze w jednej roli - nie podrażniał moich wrażliwych oczu. Dlatego spokojnie mogłam traktować cienką skórę na noc większą porcją.

Krem 
Better than botox opiera się na składniku Beautifeye™, który można porównać do zabiegu blefaroplatyski, czyli usunięcia obwisłej skóry powiek. Może za krótko go używam, bo tu jak i przy likwidacji płytkich zmarszczek nie widzę różnicy.




Kremu chętnie używam i wykończę go do momentu ostatniej porcji jaką przekaże mi pompka dozująca. Przy tym kremie wiem, że wklepuję w cienką i problematyczną skórę bardzo dobre składniki, wykazujące działanie kojące, antyoksydacyjne oraz przynoszące ulgę i świeżość zmęczonym oczom.

pozdrawiam - Magda