16 stycznia 2017

NATURALNY PRODUKT POLSKIEGO PRODUCENTA /VIANEK/ PEELING DO CIAŁA Z PESTKAMI JEŻYN

 Witam

Polska złota jesień 2016 za nami. To wtedy w piękny słoneczny dzień wybrałam się na spacer tuż przed tym jak zaczęły spadać kolorowe liście z drzew i krzewów. Mając przed sobą cudny dzień zabrałam aparat i kosmetyk o którym dziś napiszę. 

Vianek - to marka polskiego producenta Sylveco. Oferta nie jest mnoga, ale czasami liczy się jakość, a nie ilość. Vianek oferuje kilka kosmetyków w tym peeling do ciała z mielonymi pestkami jeżyn, o nim dziś kilka słów.

Odnośnie firmy Sylveco to mogłoby się wydawać, że zbiera same pochwały. Naturalność to domena firmy, jednak czytając blogosferę natknęłam się na kilka opinii mniej przychylnych. Jak było z tym peelingiem? Przekonacie się czytając dalszą część. 

VIANEK to sześć serii produktów, przeznaczonych do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, które wyróżniają się kolorem:
seria niebieska – nawilżająca
seria zielona – orzeźwiająca i oczyszczająca
seria pomarańczowa – odżywcza
seria czerwona – ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa
seria różowa – relaksująca i łagodząca
seria fioletowa – kojąca i wzmacniająca


Pojemność - 150 ml
Cena - 25 zł



Vianek oferuje kosmetyki dla kobiet w każdym wieku, nie ma ograniczeń i każda Pani może dokonać najkorzystniejszego wyboru dla siebie. 

Zmysły jakie posiadamy ułatwiają nam codziennie dokonywać różnych wyborów. Vianek podpowiada jak poszczególne zmysły zareagują przy spotkaniu z produktami: 


Zmysł wzroku

VIANEK w pierwszym kontakcie przyciąga wzrok. Opakowania zdobią niepowtarzalne wzory zalipiańskie, malowane z pasji i poszanowania polskiej tradycji, wywodzącej się z XIX wieku.

Zmysł węchu
VIANEK to także zapach – świeży, przyjemny dla zmysłów, naturalny, przywołujący wspomnienia, zachęcający. Zapach to emocje, a pozytywne skojarzenia sprawiają, że kosmetyk ten pozostaje zapamiętany.
Zmysł dotyku

VIANEK to bezpieczny, naturalny skład. Przyjazne skórze produkty są poszukiwane i doceniane. Kosmetyki marki VIANEK zapewniają łagodną pielęgnację, a nowatorskie receptury gwarantują zadowalające efekty stosowania.





Produkt nie był testowany na zwierzętach, nie posiada też żadnych substancji pochodzących z martwych zwierząt. Zioła, które wykorzystywane są do produkcji, pochodzą z upraw ekologicznych, z terenów czystego Podlasia (Dary Natury).
Sposób użycia
Niewielką ilość peelingu nanieś na wilgotną skórę i delikatnie masuj ciało, aż do całkowitego rozpuszczenia cukru. Następnie spłucz wodą. Stosuj 1-2 razy w tygodniu.


Plastikowy słoiczek byłby nijaki, gdyby nie ozdobna etykieta. Przejrzysta, jasna we wzory zalipiańskie, malowane z pasji i poszanowania polskiej tradycji, wywodzącej się z XIX wieku.

Peeling jest cukrowy, na początku ten fakt mnie ucieszył bo jestem zwolenniczką cukrowców. Oczywiście solnym nie pogardzę, ale gdybym miała dokonywać wyboru to byłby on oczywisty.

Co wyróżnia peeling? Sama jego barwa, niebieska. Nie miałam do czynienia wcześniej z taką kolorystyką dlatego przy pierwszym spotkaniu była ona dla mnie dziwnym? innym? zaskoczeniem. Jednak samo ubarwienie nie ma większego znaczenia jakim jest zapach. Powinie stać się dla mnie ulubieńcem bo mamy tutaj olejek lawendowy, ale w połączeniu z jeżyną nie wypadł dobrze. Oczywiście gust gustowi nie równy i wierzę, że zapach zdobył uznanie u wielu z Was, ale nie u mnie.

Oprócz cukru, który pełni rolę zdzieraka dosypano do niego zmielone pestki jeżyn. Współpracując ze sobą ziarenka solidnie usuwają obumarły naskórek, nawet miejsca zaniedbane i skłonne do nawarstwiania są sprawnie pozbawiane suchych skórek i doprowadzane do ładu. Po każdej kąpieli musimy wyszorwać ścianki wanny ponieważ peeling osadza się i paskudzi.

Olej ze słodkich migdałów, dzięki swoim właściwościom pielęgnuje skórę wrażliwą i skłonną do zaczerwienienia. Dodatek olejku lawendowego pozwala nam się zrelaksować i sprawia, że masaż skóry staje się przyjemnością, a efekty widoczne są już po pierwszym użyciu. Peeling jest ostry. Czy zaszkodzi wrażliwcom? Sądzę, że nie, ale warto być ostrożnym.

Słoiczek, który zużyłam mieścił 150 ml, które starczyło na kilka użyć. Nie wiele, ale był skuteczny od pierwszego użycia za co go chwalę. Zapach, który nie podszedł mi, to sprawa drugoplanowa w nim. Działanie ma dogłębne i to się liczy. 

Wadą może być dla wielu osób cena bo 25 zł, ale to sprawa indywidualna. Sami decydujemy co i za ile kupujemy. Peeling polecam bo jest wart poznania. Polskich producentów należy wspierać.
pozdrawiam - Magda

15 stycznia 2017

YANKEE CANDLE, MOONLIGHT

Witam

MOONLIGHT

Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu bambusa, nut drzewnych i paczuli.



Dzisiejszy bohater pochodzi z  wiosennej kolekcji Yankee Candle 2016. Trafił do mnie w ubiegłym roku, kawał czasu - zdaję sobie z tego sprawę. Jednak co wisie nie utonie, nadszedł i jego czas. 

Po przeczytaniu niedawno opinii o nim dosłownie zapragnęłam go poznać! Z natury jestem romantyczką, dlatego spodziewałam się, że wosk będzie chciał mnie uwieść swoimi nutami. Jak było w rzeczywistości?

Zacznijmy jednak od początku. Krążek jest biały, niewinny wydaje się, że zapach będzie zimny i nieprzystępny. Nalepka z oprawą graficzną mówi coś innego. Wzburzone fale przy zachodzie słońca to coś burzliwego jakby miał nastąpić armagedon...

Mieszanka bambusa, nut drzewnych i paczuli daje niesamowitą kompozycję męskich perfum. Uwolniony zapach z kominka rozchodzi się bardzo szybko. Jest mocny, tajemniczy i ma w sobie coś nieokrzesanego. Każdej romantyczce ten zapach uruchomi wyobraźnię. Będziemy śnić o silnym dobrze zbudowanym mężczyźnie, który ochroni nas od złego, a jego delikatna dusza zawładnie naszym sercem. Można o tych marzeniach napisać powieść o parze kochanków ukrywających się nad brzegiem piaszczystej plaży.

Zapach porusza wyobraźnią, nastraja i wprowadza w ekscytujący nastrój. Prawdziwe romantyczki mogą się w nim zatracić. Dawno nie byłam tak poruszona jak przy tym krążku. Chętnie bym pogratulowała osobiście autorowi tego zapachu. Stworzył wyjątkowy bukiet. 


Są tu jakieś Panie czytające romansidła? Ten zapach powinien Wam towarzyszyć podczas lektury - polecam. 


pozdrawiam - Magda

14 stycznia 2017

MASŁO ORZECHOWE W WERSJI SMOOTH W DIECIE DLA SPORTOWCÓW

 Witam

Planując zdrowszą dietę zastanawiamy się często co wartościowego wprowadzić w porcjach żywieniowych. Mija kilka lat od kiedy zaczęłam systematycznie umieszczać w domowym menu nowe potrawy wraz z nie używanymi wcześniej składnikami. 

Słowa 'odchudzanie' nie lubię używać, chcąc lepiej wyglądać i czuć się zdrowiej priorytetową sprawą są według mnie dwa zasadnicze fakty: odpowiednia dieta (dobrze dobrana bez efektu: jojo, podjadania, głodowania) oraz aktywność fizyczna. 
Stosując się do tych zasad wiem po sobie, że to działa. Modyfikując przygotowywanie posiłków, stabilny i aktywny ruch fizyczny sprawiły, że od dwóch lat utrzymuję stałą wagę, wahania +-2 kg. I co istotne nie przesadzam z piciem wody, gdzie często czytam, że to podstawa. Nadmiar pitej wody wpływa na  gospodarkę elektrolitową organizmu i negatywnie wpłynąć może na pracę nerek. Dlatego wodę należy pić z umiarem.

Jako nastolatka zdarzało się, że podjadałam masło orzechowe, takie sklepowe. Smak ...pycha:) Z biegiem lat upodobania się zmieniły, był czas co nie jadłam tej dobroci anielskiej sama nie wiem czemu. Odsunęłam ten smakowity kąsek całkowicie, kiedy zaczęła interesować mnie zdrowa żywność. 

Nie dawno wróciłam do masła, ale jak odmienionego. Masła orzechowego, które pozbawione jest zbędnych dodatków – soli, cukru i oleju palmowego. Masło to pochodzi ze sklepu MyVita i jest świetnym uzupełniaczem dla sportowców. Sportowcem nie jestem, ale masło nie może mi zaszkodzić kiedy przyjmuję go w odpowiednich porcjach. 



Zalety masła:

  • Pomaga zaspokoić wysokie zapotrzebowanie na energię, białko oraz zdrowe tłuszcze. 
  • Białko i witamina E pomagają walczyć ze stresem oksydacyjnym powstającym podczas wysiłku, który osłabia odporność i możliwości regeneracyjne organizmu. 
  • Magnez, żelazo i kwas foliowy chronią przed skurczami i anemią. 
  • Węglowodany obecne w orzechach charakteryzują się niskim indeksem glikemicznym. Dzięki temu podczas dłuższego biegu nie grozi nam gwałtowny spadek glukozy we krwi (uchroni nas to przed spadkiem wydolności). 



Masłem arachidowym nagradzam się zwykle po zajęciach aerobowych do tego zjadam banana. Szybko odzyskuję siłę i nie jestem bardzo zmęczona. Z masłem można przygotowywać również inne dania np: dobrze smakuje z naleśnikami z ciemnej mąki razowej lub przygotować proste ciasto na bazie masła, mąki i oleju kokosowym. Można nim posmarować kromkę razowca, smakuje obłędnie. Coraz więcej przepisów ukazuje się na portalach o gotowaniu lub blogach o tematyce gotowania. 




Masło pałaszuję ostrożnie i z umiarem jest bardzo kaloryczne. Czuję się jednak rozgrzeszona po ruchu fizycznym i z przyjemnością delektuję się jego smakiem. Masło ma kremową konsystencję, którą łatwo można posmarować kromkę lub wspomnianego naleśnika.

Warto zostać fanem masła orzechowego arachidowego. Ma nie tylko zbawienny wpływ na stosowaną dietę, ale wspomaga układ nerwowy, koi nerwy i ułatwia zasypianie. 
Obniża także poziom złego cholesterolu i zapobiega miażdżycy, chorobom serca i nadciśnieniu tętniczemu. Ma pozytywny wpływ na pamięć, koncentrację oraz potencję.

Lubicie czyste masła? Czy to z orzechów arachidowych, laskowych lub innych? Czy wolicie je z różnymi domieszkami? 



pozdrawiam - Magda

12 stycznia 2017

NAWILŻAJĄCY KREM DO DŁONI NA CHŁODNE ZIMOWE DNI - CRANBERRY /BEAUTY FORMULAS/

 Witam

Za oknem pogoda się poprawia, można rzec - upały w porównaniu do kilku dni wstecz. Aura niby się zmieniła, ale fakt jest taki, że temperatura jest za niska dla skóry dłoni. Kłopoty mogą zacząć się bardzo szybko z szorstką i wyschniętą skórą. Zimowe rękawiczki to podstawa, ale czasami trzeba wspomóc się dobrym kremem. Idealną torebkową propozycją jest krem marki Beauty Formulas. 



Mniejsze gabaryty tubkowe kremów do dłoni są zawsze mile widziane i w takie się zaopatruję jeżeli mam okazję. Nazywam je wersjami podróżnymi, ponieważ mogę zawsze taką mini tubkę przemycić ze sobą czy to w torebce czy kieszeni. 

Pojemność tej propozycji to 30 ml - idealna! Lekka, mała, funkcjonalna do transportu. Zakrętka jedynie nie do końca do mnie przemawia, ponieważ podczas aplikacji kiedy dłonie są zziębnięte trudno jej nie upuścić, zdarza się. 


Czy w chłodniejsze pory roku wyczekujecie zimowych grafik w takim kremie? Takie powinny w sumie być, ale na tej tubce autor wymyślił sobie żurawinowe gałązki i młodzieżową różową barwę. Po zobaczeniu pierwszy raz tubki zastanowiłam się przez chwilę czy ten krem będzie mi służyć zimą, widząc kuleczki owocowe od razu przemknęła mi myśl, że jego działanie będzie znikome. Poniekąd się myliłam. Do ideału mu brakuje, ale jest całkiem w porządku. Charakteryzuje się zwartą gęstością, na mrozie jest dobrze zbity. Ma ładną lekką nutę owocową. Jest biały. Po wchłonięciu brak przy nim tłustej powłoki.


Podczas wmasowywania tworzy opór, nie ma szybkiego sunięcia. Tworzy powłokę, która chroni dłonie. Nawilżanie daje dobre na parę godzin. Do doskonałości mu jednak brakuje, ponieważ składem się nie wyróżnia, jest on przeciętny.

Do zimowej "kieszonki" mi odpowiada, szybko mogę zlikwidować uczucie szorstkości i pozbyć się nieprzyjemnej wyschniętej skóry. Aplikuję go wyłącznie kiedy jestem poza domem. Wieczorami natomiast ratuję się maską-kompresem i nakładam bawełniane rękawiczki dla regeneracji.

Jesteście zwolenniczkami mniejszych tubek kremów do dłoni czy nosicie pełnowymiarowe opakowania? I czy owocowe zapachy o tej porze roku Wam nie wadzą?

pozdrawiam - Magda

11 stycznia 2017

NOMINOWANI 2016!

Witam

Rok 2016 obfitował w sporo nowości. Publikowałam co niemiara recenzji dotyczących pielęgnacji. 
Przygotowując dzisiejszy post analizowałam cały ubiegły rok, z każdego miesiąca wytypowałam po jednym kosmetyku, który mnie pozytywnie zaskoczył i będę mieć do niego sentyment. 


Trudno czasami przy takiej ilości kosmetyków jaka pojawia się na rynku kosmetycznym powrócić do ulubieńca, dlatego rzadko to robię. Jak wygląda to u Was?
Wybór w danym miesiącu czasami mnie zastanawiał, myślałam, dumałam, pojawiały się dylematy! Ostatecznie decyzję i tak musiałam podjąć - zobaczcie sami.  
Zapraszam serdecznie na przegląd ubiegłego roku, nie zdawałam sobie sprawy z ilości poznanych kosmetyków, przerosło mnie to...


Styczeń
Balea - pianka do depilacji, aloesowa.
Po nałożeniu na skórę, zmiękczała włoski, które były łatwe do usunięcia zwykłą maszynką. Po przemyciu wodą, skórę świeżo wydepilowaną nigdy nie spotkało podrażnienie wręcz przeciwnie skóra była nawilżona i bez przykrych zmian. Pianka nadawała się również do golenia pach, gdzie skóra jest cieńsza i delikatna. Jednym słowem pianka za parę złotych okazała się być miła i przyjazna dla skóry. 

Luty
White Flowers - naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego.
Peelingu używałam raz na tydzień w zupełności dawka taka starczała skórze. Martwy naskórek znikał na wiele dni. Peeling dostarczał skórze nawilżenia na tyle dobrego, że 2-3 dni nie potrzebowałam smarowania ud z łydkami ponieważ warstwa lipidowa zostawała na tyle zaspokojona, że bez obaw nie doprowadzało to do przesuszenia skóry. Wierzchnia warstwa była gładka, odżywiona. Ważną zaletą jest, że peeling nie posiada parafiny.

Marzec
Balea - żele pod prysznic, różne zapachy. 
Za każdym razem  jestem pod wrażeniem dopracowanych szat graficznych. Dla Nas, klientów jest to istotne ponieważ tymi szczegółami produkty trafiają przy zakupach do koszyków. Różnobarwność, estetyka i zgrabne buteleczki to atuty żeli Balea. Nie wyróżniają ich składy to trzeba przyznać, nie są jednak one najgorsze skoro nie zaszkodziły mojej skórze do tej pory, jedynie osoby z b. wrażliwą skórą powinny uważać może coś niepokojącego się przydarzyć. W składach żeli napotkamy ekstrakty lub olejki roślinne, ogólnie jednak są to składy drogeryjne. Nie zawierają alkoholu i barwników. Utrzymują prawidłowe pH skóry.

Kwiecień
Orientana - Ajurwedyjska terapia do włosów.
Zimą przy wypadaniu włosów wspomagałam się nie tylko tym olejkiem, używałam również szamponów mających zapobiec wypadaniu. Biorąc pod uwagę całość: ten olejek miał udział w zahamowaniu wypadaniu włosów. Patrząc z perspektywy czasu włosów było znacznie więcej. Kiedy włosy mam związane szereg z nich odstawało, sądziłam, że to wynik połamanych włosów, a to nowe.  

Maj
Fitomed -  płyn lawendowy do twarzy.
Używam go w dwojaki sposób. W pomieszczeniu z klimatyzacją kilka razy podczas dnia odświeżałam skórę. W terenie natomiast kiedy skóra jest spocona taka woda dodaje jej wigoru, odświeżenia oraz przywraca utracone nawilżenie. Płyn ten również znalazł zastosowanie w domu po treningu lub rano kiedy oczyszczałam twarz po przebudzeniu. Nadaje się również do spryskiwania twarzy podczas trzymania glinki w celu nie zastygnięcia masy jaką mamy na cerze.

Czerwiec
Sayen - peeling i balsam. 
Tandem kosmetyków Sayen wzbogacił skórę o wzorowe nawilżenie, nieskazitelną gładkość oraz napięcie. Owocowe zapachy dopełniały chwile z nimi, a obie konsystencje dały się polubić i nie wadziły w trakcie korzystania.



Lipiec 
Farmona - suchy szampon pokrzywowy.
Trzymając się zasad jego stosowania już po paru minutach włosy odzyskują przede wszystkim puszystość. Miejsca, gdzie sebum doprowadza je do nieświeżości stają się "czyste". Zaobserwowałam, że przód grzywki ku nasadzie jest również błyszczący. Używając szamponu przeważnie z rana, do wieczora mogłam cieszyć się w miarę dobrą wizualnie fryzurą. Ten fakt, niezmiernie mnie cieszył. Szampon ładnie pachnie, lekko. Na włosach wyczuwalny jest słabo.

Sierpień
Dr. Beta - woda różana.
Korzystałam z wody przeważnie solo, aplikując ją na wacik i przemywając twarz po przebudzeniu oraz po wieczornym oczyszczaniu cery. Woda działa kojąco, regeneruje naskórek, łagodzi podrażnienia oraz stymuluje naturalne procesy odnowy komórkowej zapewniając skórze prawidłowe pH. Na dłuższą chwilę  woda pozostawia na skórze delikatny, uspokajający zapach, świeżo zerwanych różanych płatków obdarowując cudownym nastrojem relaksu i ukojenia.

Wrzesień
Isana - olejek pod prysznic.
Olejek najlepiej nakłada się na mocno zwilżoną skórę. Przy mało zmoczonej staje się oporny i nie chce pokrywać ciała. Podczas mycia tworzy się biały film, olejek zmienia się w emulsję. Wydawać by się mogło, że będzie oblepiał skórę, nic z tych rzeczy. Po spłukaniu, skóra otoczona jest jego warstwą, ale nie inwazyjną. Spłukuje się wygodnie bez przeszkód. Mniej wymagające partie ciała są bardzo dobrze nawilżone. Natomiast nogi i ręce jak u mnie otrzymywały mniej satysfakcji z jego używania, ale nie były przesuszone. W tych miejscach naskórek otrzymywał partię lekkiego balsamu i wszystko się normowało. 

Październik 
Your Natural Side - masło kawowe.
Masło ma wiele zastosowań. By zauważyć konkretne efekty zdecydowałam się opieką objąć rejon nóg i rąk. W zimniejszym okresie widać jak skóra dopomina się tłuściejszych smarowideł ponieważ wysusza się bardzo szybko. Po kilku razach widać już pozytywne efekty. Skóra nie tylko zdobywa nawilżenie, w późniejszym czasie staje się dobrze elastyczna. W dotyku jest bardzo miła, a po depilacji kiedy maszynka podrażni, masło regeneruje skórę. 

Listopad 
Pan drwal - balsam, tonik, olejek. Kosmetyki dla Panów. Ten zestaw nominował mój mąż.
Balsam: na pierwszy ogień w ruch poszedł balsam. Zawiera 95,1 % naturalnych składników. Jest biały, przypomina rzadszy krem. Był doskonałym zamiennikiem balsamu po goleniu, który koił skórę, zarostowi przywracał nawilżenie. Zmiękczał włoski, które łatwiej można było uczesać. 
Tonik - posiada prawdziwy męski drzewny zapach, który nie męczy, a utrzymuje się długo na skórze. Zapach jest prawie identyczny jak w balsamie. Posiada 96,4 % naturalnych składników. Jest idealnym rozwiązaniem dla Panów z cerą mieszaną. Można go używać kilka razy na dzień, przez co uzyskać można zmatowioną skórę przez wiele godzin.  
Olejek - to kolejny strzał w pielęgnacji męskiego zarostu i cery. Zawiera 95,5 % naturalnych składników. Jego konsystencja należy do tej ciężkiej, konkretnej. Jest barwy jasno żółtej. Należy go używać ostrożnie dosłownie kilka kropel, pojemność jest przez to wysoce wydajna. Olejek nałożony rankiem na twarz działa przez cały dzień, zwłaszcza zapach - męski, uwodzicielski, ale nie drażniący. 

Grudzień
Yoskine -  tsubaki slim body 
Zabiegi aplikowałam zgodnie z wytycznymi. Wcierałam sporą dawkę w uda, gdzie mam najwięcej nagromadzonej tkanki tłuszczowej, tu chciałam osiągnąć widoczny efekt.

Skóra nabrała ponownego rozkwitu tzn. niesamowicie została wygładzona jak po dobrym zabiegu peelingującym, w dotyku można było wyczuć jak się ujędrniła, a to już sporo. Uda bo tu kładłam nacisk, nie wyszczuplały na tyle bym mogła o tym napisać, jednak samo działanie obu produktów wpłynęło przede wszystkim na stan skóry zadowalająco. 


Jak Wasi ulubieńcy? A może znacie coś z moich faworytów?

pozdrawiam - Magda
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...