19 lipca 2017

#HERBAL CARE, ODŚWIEŻENIE I NAWILŻENIE SKÓRY PO CAŁYM DNIU |KĄPIEL W SOŚNIE HIMALAJSKIEJ I PIELĘGNACJA W OTOCZENIU LAWENDOWEGO MASŁA|

Witam 

Ciepłe kąpiele częściej przygotowuję sobie od jesieni do wiosny. Latem stawiam na rześkie prysznice pobudzające mnie znacznie szybciej rankiem, a wieczorem chłodzące całe ciało. Dlatego teraz mniej przebywam w wannie, nie oznacza to, że wcale.

Weekendowe spa nie obędzie się jednak bez kąpieli. Zanurzam się wtedy w pachnącej wodzie i pozwalam sobie na odpoczynek. Lubię do wody dodawać sole lub płyny, które częściowo pielęgnują skórę. 

Ostatnio w serii  Herbal Care od Farmony pojawiło się kilka kosmetycznych nowinek w tym płyny do kąpieli i masła. Od paru tygodniu jest ze mną podczas weekendowych wieczorów Kąpiel odświeżająca SOSNA HIMALAJSKA Z MIODEM MANUKA oraz Masło do ciała - LAWENDA Z MLECZKIEM WANILIOWYM.



HERBAL CARE Kąpiel odświeżająca SOSNA HIMALAJSKA Z MIODEM MANUKA

Pojemność - 500 ml Cena - 12 zł

Kąpiel ta ma leśny zapach. Uważam, że każdy kto lubi leśne wojaże będzie kupiony tym aromatem. Miód manuka dodaje swoim aromatem namiastkę słodyczy. Kompozycja bardzo udana wg., mnie. 
Wlewając płyn pod strumieniem ciepłej wody zapach się nasila dlatego zawsze to ja zajmuję się przygotowaniem tej kąpieli. 
Z reguły robi to mój mąż:) Tym razem od tej czynności został zwolniony. Ale przyznał, że jemu ten leśny iglakowy aromat też bardzo pasuje i sam podkrada mi płyn do mycia ciała - bo to jego drugie przeznaczenie. 
Kąpiel nie jest szczególnie gęsta, ale potrafi wytworzyć dobrze średnią pianę. Jest krystaliczna. 25 ml starcza na jedną kąpiel. 

Używałam jej jako dodatku do kąpieli. Nigdy skóry nie przesuszyła zarówno u mnie jak i u męża, który używał jej zamiast żelu do mycia. Zawarty w niej olejek sosnowy powodował odświeżenie, a przy okazji potrafił poprawić samopoczucie. Miód manuka odpowiada za regenerację naskórka, a mleczko owsiane zajmuje się ogólną pielęgnacją. W składzie pojawia się także d-pantenol, który nawilża, koi i łagodzi podrażnienia.



HERBAL CARE Masło do ciała Lawenda z mleczkiem waniliowym

Pojemność - 200 ml Cena - 12,50 zł

Masło, balsam lub mleczko nie ma znaczenia. Wpadłam jak śliwka w kompot i balsamuję się prawie codziennie. Taki mój rytuał, a kiedy w moje łapki trafi mazidło o zapachu lawendy to jestem w siódmym niebie.

Na plastikowy i dosyć płaski słoiczek natknęłam się przy tym maśle. Myślę, że rozwiązanie jest trafione, ponieważ masło ma konkretną gęstość i trzeba zdecydowanie zanurzyć palce przy wydobyciu.

Ładna etykieta jest ozdobą wieczka pod którym natknęłam się na sreberko otulające brzegi słoiczka.

Ta wersja masła o zapachu lawendy z dodatkiem waniliowym to uczta dla moich zmysłów. Olejek lawendowy zawsze na mnie pływa korzystnie, przy nim mogę poczuć luz i odprężyć się.

Masło trochę opornie daje się rozsmarować, ale za to nie pokrywa skóry lepiącym filmem. Po wchłonięciu jest wyczuwalna warstwa, ale nie szkodliwa. Kompleks Omega 3 i 6 odbudowuje barierę lipidową naskórka przywracając naturalne funkcje ochronne skóry, olejek kokosowy poprawia elastyczność skóry, nawilża ją i natłuszcza, mleczko waniliowe kondycjonuje skórę, poprawia jej sprężystość i redukuje przesuszenie.

Nie potrzebuję tego masła nakładać co wieczór. Ma ono właściwości pielęgnacyjne, które są coraz mocniejsze przy kolejnej aplikacji. Skóra przyswaja go i daje poczucie dobrego nawilżenia. Masło koi po depilacji.


pozdrawiam - Magda

17 lipca 2017

#DOVE, NOWOŚCI NA SKLEPOWYCH PÓŁKACH |PIANKI DO MYCIA CIAŁA POD PRYSZNIC, RÓŻNE RODZAJE|

 Witam

Nowe pianki Dove na lato to dla mnie doskonałe rozwiązanie podczas wieczornej kąpieli lub przy porannym prysznicu. Mycie staje się przyjemne i pachnące. 

Markę znam od dawna, a z nowościami jakie Dove wypuszcza jestem prawie na bieżąco dzięki siostrze, która jest stałą ich wielbicielką od szkoły podstawowej? Zawsze kochała kostki mydlane. Podczas odwiedzin u niej z zachwytem spoglądam na gromadkę poukładanych na rancie wanny różnych kosmetyków Dove do mycia. 

Kiedy przychodzi czas świąteczny jest pierwszą i jedyną osobą, której kupuję zestaw kosmetyków Dove pod choinkę.

Ostatnio to ja ją zaskoczyłam i kiedy wpadła do mnie na parę dni przedstawiłam jej nowinki marki. Są to trzy warianty pianek do mycia ciała pod prysznic. Odjeżdżając wybrała sobie jedną. Nie mogło być inaczej. Zresztą siostrę mam jedną i trzeba ją rozpieszczać. 

Pianka pod prysznic Dove dostępna jest w 3 wariantach zapachowych:
  • Dove Deeply Nourishing – oryginalna kompozycja zapachowa Dove
  • Dove Pampering Pistachio – o rozpieszczającym zapachu pistacji i magnolii
  • Dove Revitalizing Pear – o zapachu soczystych gruszek i aloesu


Każde opakowanie mieści 200 ml płynu, który przechodząc przez bardzo wygodny dozownik w postaci pompki.
Wystarczy nacisnąć pompkę, aby napowietrzyć kosmetyk i otrzymać porcję lekkiej jak chmurka pianki, która podczas mycia przywraca skórze miękkość oraz gładkość.

Naciskana główka przeze mnie jest dość sporych rozmiarów, sadzę, że jest to zaleta i może i szczegół o którym wspominam, ale przez to czynność aplikacyjna nie sprawia żadnych najmniejszych problemów.

Opakowania są niedużych rozmiarów i mogłoby się wydawać, że dana ilość płynu skończy się w krótkim czasie. Jednak nie, producent zapewnia, że jedno opakowanie to aż 130 porcji pielęgnującej pianki. 


Pianki Dove pod prysznic to produkty drogeryjne. Znajdziecie je w Rossmannie za 19,99 zł -sztuka.
 
Podczas mycia się nimi na zmianę, (nie mogłam oprzeć się i w krótkim czasie poznałam każdy z zapachów) codzienne mycie zamienia się w nastrojowy, pielęgnacyjny rytuał. 
I tak: Dove Revitalizing Pear dodaje energii o poranku przygotowuje na wyzwania nadchodzącego dnia, z kolei wieczorem Dove Pampering Pistachio otula moje ciało, zapewniając kojący relaks i wyciszenie. Trzecia tradycyjna wersja zapachowa Dove Deeply Nourishing o nutach charakterystycznych dla marki sądzę, że pasuje na każdą porę dnia.


Pianki nawilżają moje ciało średnio, ale nie odczuwam przez nich wysuszenia. To dobry znak dla tych, którzy mają normalną skórę jak mój mąż i u niego skóra jest bardziej nawilżona. 


Pianki posiadają unikalne połączenie glutamate (składnika aktywnego stosowanego m.in. w preparatach do mycia twarzy) z technologią NutriumMoisture™. Już podczas mycia kosmetyk nie tylko oczyszcza skórę, ale ponieważ zawiera kwas stearynowy (kluczowy składnik bariery ochronnej skóry), odpowiada za odbudowanie bariery lipidowej skóry, a także zapobiega procesowi wymywania lipidów z rogowej warstwy naskórka.


Zaraz po rozprowadzeniu pianki po skórze, nie znika ona całkiem, a tworzy lekką emulsyjną warstwę, którą można masować się i przy okazji rozkoszować się danym zapachem. Zdradzę, że moim faworytem została wersja gruszkowa z aloesem, która po czasie zmienia zapach i po umyciu wyczuwam na skórze bardziej waniliowe aromaty.

Wszystkie trzy pianki skutecznie oczyszczają, odżywiają skórę i pozostawiają ją miękką w dotyku z lekkim aromatem. Zauważyłam, że spłukiwanie ich jest prostsze niż przy tradycyjnych żelach.

Pianki jak na kosmetyki drogeryjne wypadły całkiem dobrze. Nie doczekałam się przesuszeń czy podrażnień. Myślę, że to wpływa tylko na ich korzyść. Jeżeli lubicie wersje piankowe kosmetyków do mycia ciała to wypróbujcie przynajmniej jeden wariant.


#DovePolska #DovePianka



 pozdrawiam - Magda

16 lipca 2017

#FITOMED, MASECZKA-PEELING K+K

Witam

Naturalne kosmetyki szerzą się i są wypychane przez drogeryjne.  Nie sądzę jednak, że mają przewagę przed tymi "zwykłymi".

Większość osób w tym i ja nie są nadal wiernymi oddanymi, którzy celebrują w pełni naturalność. Np: naturalne szampony w większości przypadków nie do końca odpowiadają moim potrzebom, ponieważ użycie ich powoduje gorszy stan włosów niż przed rozpoczęciem stosowania. Prędzej już same kremy czy balsamy do skóry ciała one dają odżywienie i regeneracją jakiej nie uzyskam czasami z kosmetykiem drogeryjnym.

Sporo naturalnych produktów znam Fitomedu. Nie wszystkie potrafiły mnie do końca zaspokoić, ale w większości byłam na - tak. Tym razem poznacie opinię mojej siostry, która po moich namowom postanowiła poznać Maseczkę Peeling K+K kordun i kwas mlekowy (4%).


Działanie: przeciwzmarszczkowe, złuszczające, rozjaśniające

Przeznaczenie: maseczka do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej (bez czynnych wykwitów ropnych), oraz do cery tłustej, zmęczonej i dojrzałej. Doskonale sprawdza się w okolicach skroni, spłyca tak zwane „kurze łapki”.
Uwaga! Maseczka nie jest zaleca do cery naczynkowej, suchej i łuszczącej się.

Skład: Aqua, Korund, Lactic Acid, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Hyaluronate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, D-Panthenol, Trilaureth-4-Phosphate Caprylic/Capric Triglyceride, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine.




Siostra jest mi bardzo wdzięczna, że dzięki mnie mogła poznać ten produkt. Stosując różne maseczki do cery mieszanej z przewagą tłustej nigdy nie osiągnęła tak dobrych wyników. Teraz kilka słów od niej:

"Słoiczek jest dość prosty nie ma nic w nim szczególnego. Nie mogę powiedzieć, że mi się spodobał, wolę ładniejsze słoiczki które z przyjemnością umieszczam w szafce toaletki. 

Gęstość jest ruchoma i przypomina bardzo rzadki żel. W barwie półprzeźroczystej widać mikroskopijne ziarenka korundu, składnika wiodącego. Zapach nie będzie miły dla każdego nosa, nie przepadam za mega naperfumowanymi kremami czy żelami do pielęgnacji cery, ale w tym przypadku zapach to nic szczególnego. 
Musiałam się do niego przyzwyczaić tylko ze względu na działanie produktu, które jest znakomite. 

Drobnych zmarszczek maseczka nie usunęła, ale poprawiła ogólnie stan cery. Teraz kiedy mija niecały miesiąc w ciepłe dni cera wytwarza sebum w mniejszych ilościach. Miejsca jak czoło i broda nie świecą się przez większość dnia. Maseczka daje znakomite oczyszczenie i odświeżenie cery. W żadnym wypadku nie podrażniła ani centymetra skóry na twarzy jest łagodna mimo mocnego zdzieraka jakim jest korund. Planuję zakup nowego słoiczka."

Polecamy z siostrą Maseczkę - Peeling K+K Fitomed . Do skór mieszanych i tłustych jest dobrym rozwiązaniem. Wycisza i daje ukojenie. 


pozdrawiam - Magda

14 lipca 2017

#LIRENE, NIWELOWANIE SKUTKÓW PROMIENIOWANIA IR, HYDROLIPIDOWY OCHRONNY KREM DO TWARZY 50 SPF

 Witam

Lato jest i to powód do radości. Życie nabiera sensu, można szaleć do woli w ciepłych promieniach słonecznych. W takich beztroskich chwilach nie zapominam o skórze, która mimo woli starzeje się wraz ze mną. Wystawiona na słońce musi dostać dobrej dawki ochronnej by na stare lata nie wyglądała tragicznie. 
Mając średnią w tej chwili karnację nie chcę jej przyciemniać dlatego stosuję dość wysoką ochronę - 50 spf. Krem jaki stosuję eksponując twarz w słońcu pochodzi od Lirene. Służy mi do ochrony twarzy, do ciała mam inny kosmetyk z innym filtrem. 


Hydrolipidowy ochronny krem do twarzy SPF 50
Pojemność - 40 ml
Cena - około 22 zł

Słoneczny pomarańczowy kartonik to tylko zapowiedź tego co znalazłam wewnątrz. 
Zgrabna tubka o tej samej barwie, słoneczna z połyskującą zakrętką. 
W środku tubki mamy krem biały, luźny przy głębszym zastanowieniu minimalnie wyczuwalny.


Krem był/jest użytkowany przeze mnie w trakcie przebywania w pełnym słońcu przez kilka godzin w upalne dni. W gorszą letnią pogodę filtr zmniejszam, jednak przy przebywaniu "na patelni" ta propozycja Lirene sprawdza się u mnie bardzo dobrze. 

20 minut zanim wyjdę na słońce nanoszę krem na twarz. Radzę chwilę go wklepywać ponieważ bieli i zostawia widoczny film. Po wchłonięciu skóra jest tempa z wyczuwalną warstwą ochronną. Oto w końcu chodzi by była dobrze chroniona dlatego ten efekt mi nie przeszkadza. 

Krem nie jest wodoodporny dlatego przy kontakcie z wodą należy go ponownie nanieść. Nie zapominajmy o tym zwłaszcza kiedy przebywamy nad wodą lub odkrytym basenem.


Krem zawiera trójaktywny system zdrowej opalenizny. Co to oznacza? 

Krem chroni przed promieniowaniem UVA+UVB. Zawarty w kremie system fotostabilnych filtrów mineralnych i organicznych zapewnia wielopoziomową skuteczność i zabezpieczenie przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. 

Kolejna ochrona to niwelowanie skutków promieniowania podczerwonego IR. Unikalny składnik IR Complex wzmacnia barierę hydrolipidową, działa łagodząco oraz ochronnie na DNA komórek. Poprzez wyciszanie aktywności substancji niszczących włókna podporowe skóry, wspomaga niwelowanie negatywnych skutków promieniowania IR.

Krem ten ochrania skórę dając jej nawilżenie nie doprowadzając do przesuszeń. 

Krem zawiera odmładzającą witaminę E oraz wyciąg ze złotej algi, które aktywują proces intensywnej odnowy i regeneracji komórek skóry uszkodzonych przez promieniowanie. Alantoina regeneruje naskóreki łagodzi podrażnienia powstałe podczas ekspozycji skóry na słońce, dzięki czemu opalona skóra uzyskuje zdrowy wygląd.




Kremu używam przeważnie solo. Nie obciążam zbytnio cery kiedy leje się żar z nieba, wszelkie podkłady idą wtedy w kąt. 

Krem jest znakomitą ochroną, przekonałam się w tym sezonie już wielokrotnie. Docelowo cera otrzymuje mocną ochronę, nie jest nawet zaczerwieniona nie mówiąc o jakimkolwiek uczuleniu słonecznym. 

Krem warto zabierać ze sobą i w trakcie upalnego dania co kilka godzin nakładać go, zapewniając sobie tym ochronę. 


pozdrawiam - Magda

12 lipca 2017

WAKACYJNA #LIFERIA /SUMMER VIBES/

 Witam

Początek tygodnia zaczął się u mnie bardzo dobrze, mimo kapryśnej pogody. W ten dzień doszło do mnie najnowsze różowe pudełeczko Liferii. Za każdym razem nie mogę się go doczekać, bo wiem, że autorki zawartości potrafią zaskakiwać. 

Zawsze sięgam po kosmetyki dla mnie mniej znane, a często takie o których nie miałam pojęcia.

W boxach nie sposób jest doszukać się drogeryjnych kosmetyków! Zawsze pojawiają się perełki z których jestem zadowolona, rzadko kiedy kręcę nosem. 

Wakacyjny box występuje pod nazwą Summer Vibes. Umieszczone w nim kosmetyczne marki pochodzą z Anglii, Włoch i Polski. 

Dołączony przewodnik do boxu mieści krótki artykuł na temat dbania o skórę latem. Pamiętajmy wtedy o peelingowaniu, filtrach, regeneracji i lżejszym makijażu. Dołączona informacja o samych produktach zawsze ułatwia mi ich poznanie i tym razem krótko i na temat zostały przedstawione. 

Poniżej zapraszam na dokładny przegląd zawartości.

  
Peeling do ciała Lab 5033 (produkt pełnowymiarowy, 200ml/40zł, Anglia)

Ten kosmetyk zajmował większą część różowego pudełeczka Liferii. Nawet wieczko ledwo co się domykało, dlatego w pierwszej kolejności zwróciłam na niego uwagę. Z tej racji, że jestem wielbicielką zdzieraków Lab 5033 już na dniach powędruje do łazienki ze mną na pierwsze użycie. Jest to peeling solny, po składzie domyślam się, że będzie przyjemnie chłodził. Zawiera minerały z morza martwego. Jego zadaniem jest redukcja podrażnień. Posiada witaminę C, która ma nadać blasku skórze i ją rozświetlić. 


  
Krem na noc Skin Drench (produkt pełnowymiarowy, 50ml/120zł, Anglia)
 
Cena kremu jest wysoka. Liczę, że z kremu będę zadowolona, kiedy go zacznę stosować. Przeznaczono go na noc. Ma zregenerować i wzmocnić skórę oraz nadać jej dobrego nawilżenia. Zawiera witaminę E i kiełki pieprzycy siewnej, które chronią skórę przed wolnymi rodnikami. Krem mnie bardzo fascynuje po skończeniu obecnego z przyjemnością poznam jego działanie.
 


Hydrożelowe płatki 4D pod oczy Dermo Pharma (produkt pełnowymiarowy, 7zł, Polska)
 
W boxie trafiły mi się hydrożelowe płatki pod oczy, mogłam natknąć się również na serum rozświetlające, które zamiennie z nimi występuje. Marka Dermo Pharma reprezentuje nasz kraj w tym boxie. Płatki zawierają kwas hialuronowy, fitokolagen i miłorząb japoński. Płatki mają zapewnić ekspresowe nawilżenie i odświeżenie likwidując przy okazji zmęczenie. Nadają się przede wszystkim do skóry matowej, przesuszonej i zmęczonej. 



Naturalny szampon do włosów Idea Toscana (rozmiar travel size, 50ml/13zł, Włochy)

Cenię sobie naturalne szampony bo mają w sobie szlachetne składniki, jednak nie wszystkie mi służą. Potrafię po myciu takim szamponem uzyskać pełen przyklap włosów, które wyglądają jak nie umyte i przede wszystkim przetłuszczone.

Ten miniaturowy szampon nadaje się na krótki wakacyjny wyjazd. W końcu to wersja travel size. Dla mnie jest jednak najsłabszym ogniwem z całego boxu.




  
Matowa szminka Diva Crime, odcień Ombre Rose Nabla (produkt pełnowymiarowy, 4,2g/55zł, Włochy)

Moja pierwsza kolorówka marki Nabla. Czytałam o niej jedynie w blogosferze. Opakowanie jest malutkie, ale eleganckie i dla prawdziwych dam. Wierna czerwieni jaką maluję usta byłam zaskoczona tą barwą szminki. Po pomalowaniu ust sądzę, że nawiązała się między nami jednak nić porozumienia i pomadka zostanie ze mną na dłużej. Nie zawiera silikonów, parabenów i jest odpowiednia dla wegan, ma nawilżać i regenerować usta. Z łatwością rozprowadza się dając matowe wykończenie.



Jeżeli zawartość boxa Liferii komuś się spodobała to zapraszam na stronę LIFERIA.PL, gdzie możecie go zamówić. 

pozdrawiam - Magda

11 lipca 2017

#BATISTE STYLIST |TOREBKOWE WERSJE LAKIERÓW DO WŁOSÓW|

Witam

Z czym kojarzy Wam się marka Batiste? Mi, długo z suchymi szamponami do włosów. Okazuje się, że w asortymencie marki występują także produkty do stylizacji.

Ograniczam jak tylko mogę tego typu produkty i używam ich mało. Nie chcę dodatkowo obciążać włosów. Jedynie grzywka jest systematycznie nimi traktowana bo nie doszłabym z nią do ładu. 

Wbrew pozorom zajmowanie się codziennie po wstaniu z łóżka grzywką nie jest proste kiedy kosmyki sterczą w różnych kierunkach. Dlatego sięganie po produkt, który ją ułoży jest konieczne.

Przybliżę w dzisiejszej opinii dwa produkty do stylizacji włosów Batiste Stylist. Są to wersje torebkowe, idealne dla mnie.

Hold Me lakier do włosów, XXL Volume — nowa formuła 



Pojemności wersji torebkowych to 75 ml. Cena, około 9 zł. 


Moje potrzeby są nieduże dlatego spokojnie na około cztery miesiące produkty powinny mi wystarczyć. 

Z aluminiowych wąskich pojemników bije moc. Błyszczą i przytrzymują wzrok każdego kto zerknie w ich kierunku. Marka ma charakterystyczną grafikę, która od razu zdradza, że chodzi o produkty Batiste. 

Na co zwracam uwagę przy pierwszym zastosowaniu kosmetyków w aerozolu? Czy aplikowana mgiełka będzie na tyle 'słaba' i pozwoli na precyzyjne pokrycie włosów w miejscach w których chcę. Nie ma nic gorszego kiedy z atomizera wydobywa się gwałtowna mocna ciecz, która psuje fryzurę. W przypadku tych produktów możecie być spokojni. Z odległości 30 cm mgiełka osiada równo i z średnią mocą.


Co z zapachami?
Należą do ostrzejszych. Jednak nie duszą podczas spryskiwania. Wersja zielona jest mocniejsza, natomiast różowa ginie zapachowo na jej tle. Nie wyczuwam w nich kwiatowych czy owocowych aromatów. Zapachy przypominają lakiery takie zwykłe drogeryjne. 




Hold Me lakier do włosów
Ta wersja nadaje się do ułożenia grzywki. Zaaplikowana raz po myciu włosów utrzymuje ją do kolejnego mycia. WOW! Może lekkie poprawki i to nie za każdym razem są, ale z reguły nic nie poprawiam jedynie rozczesuję ją rano lekko grzebieniem.


Po jednorazowej aplikacji nie tworzą się na włosach pajączki. Włosy nie są sklejone i nie tworzą tzw. hełmu. Prawdą jest, że utrzymuje w ryzach włosy przed dobę, a nawet i dłużej (w moim przypadku jest to grzywka). Dzięki dodatkowi witaminy E, keratyny i oleju Inca Inchi włosy wyglądają zdrowo, są elastyczne i błyszczące. 





XXL Volume — nowa formuła

Ooomph My Locks spełnia się w roli tapiru, czyli zwiększa objętość włosów bez ich niszczenia. Szybko się go stosuje z dobrym efektem. 


Wystarczy zaaplikować mgiełkę w wybraną partię włosów. U mnie jest to miejsce zaraz nad grzywką, gdzie włosy lubią płatać figle i fundować mi oklap. Po zaaplikowaniu w to miejsce lakieru i wmasowaniu - włosy zaczynają odstawać, a całość fryzury staje się objętościowo większa. Po upięciu włosów np: w kucyk głowa wydaje się większa, a ja przez to czuję się dużo lepiej. 

Wiodącą cechą lakieru jest dodatek keratyny, witaminy E i oleju Inca Ichi, chroniących i odżywiających włosy. Tapir w butelce jest genialny, cieszę się, że mogę go poznać. Daje w krótkim czasie i przy niewielkim wysiłku objętościowo większą fryzurę, a przy tym nie powoduje łupieżu czy swędzenia skalpu. Aplikowany z odpowiednią dawką nie skleja włosów, ale trzeba o tym pamiętać by nie przedobrzyć.

Lakierów używam, ale z umiarem. Nie chcę nimi katować dodatkowo cienkich włosów. Są mi jednak potrzebne. Wersje torebkowe ostatnio zdarza mi się wrzucić do plecaka i w razie konieczności poprawić fryz. Jednak stałe miejsce mają na łazienkowej półeczce. Swoim blaskiem tworzą pewną ozdobę łazienkową, wyróżniając się na tle pozostałych różnych produktów.

pozdrawiam - Magda

9 lipca 2017

#YANKEE CANDLE O WOSKU PACHNĄCYM NUTKĄ WANILII

 Witam

VANILLA

"Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o kwintesencji zapachu wanilii, słodkiej i aksamitnej, wyrazistej a jednak nie narzucającej się."


Sięgając po tą okrągłą woskową tartaletkę przebiegła mi myśl czy owy zapach na te ciepłe dni jest odpowiedni? I tak i nie. 

Kiedy go kruszę do kominka? Podczas deszczowych dni. W upalne jest męczący i nie nadaje się do przebywania w pomieszczeniach - przeszkadza i staje się mdły.

Unoszący się zapach w otoczeniu najbliższym kominka z początku jest mocno wyczuwalny. Oczywiście zadowala mnie waniliowy aromat, przyprawy którą wielbię. Przepadam za waniliową nutką w ciastach, babeczkach czy lodach. Zawsze się nią delektuje bo jak wiecie oszczędzam się w kwestii spożywania słodyczy.

Wosk zmienia się aromatycznie w czasie. Takie zmiany zawsze lubię chociaż niekiedy są nieudane. Tutaj akurat jest na korzyść. 

W dalszym paleniu wyczuwalne stają się kwiaty mocno kwitnące i pachnące słodyczą. Wosk za każdym razem sprawia mi taką miłą niespodziankę. Za to go lubię. Nie jest narzucającym się zapachem. Nie dostaję w trakcie jego palenia migreny, a to oznacza że mogę go zaliczyć do łagodniejszych, ale dobrze wyczuwalnych zapachów. 


Poznałam do tej pory sporo wosków mających po kilka komponentów zapachowych w tym waniliowy. Sądziłam, że ten będzie czysty, wyrafinowany tylko waniliowy. Okazało się, że z początku tak jest. Nie żałuję jego metamorfozy. Mogę za jednym paleniem mieć i wanilię i kwiatowy powiew letnich kwiatów.

Lubicie waniliowe aromaty? Czy wybieracie mieszane?

pozdrawiam - Magda

7 lipca 2017

#NIVELAZIONE, JEDWABISTA MIĘKKOŚĆ W 7 DNI W ROLI GŁÓWNEJ PEREŁKI ZMIĘKCZAJĄCE DO STÓP

 Witam

Seria Nivelazione posiada sporo różnych kosmetyków, które latem zapewniają mi skuteczną ochronę przed poceniem, a przy okazji zapewniają komfort chodzenia w letnim obuwiu. 

Perełki tej serii przeznaczone do kąpieli stóp to mój debiut. Warto ich używać, sama się o tym przekonałam. Zauważyłam, że kremy tej serii łatwiej się wtedy przyswajają i lepiej działają na skórę stóp. 


Bez charakterystycznej etykiety, która przewija się przez całą serię słoiczek staje się nijaki. To ona sprawia, że jest zauważalny. 

Sole czy podobne kuleczki to jedyne kosmetyki, gdzie nie wymagam od producentów szczególnych zabezpieczeń. Tutaj jest zwykła zakrętka, która ochrania słoiczek przed wysypaniem. Mi to starcza. 

Pod wieczkiem znalazłam multum kuleczek o jednolitym kształcie w pięknym jasnym miętowym odcieniu. Pachną świeżo i soczyście, przewija się przez nie aromat szałwii? taki przygaszony i lekki.


Pojemność - 230 g
Cena - około 10 zł
Dostępność - większość drogerii

Przygotowanie kąpieli to prosta czynność. Wystarczy jedną zakrętkę kuleczek rozpuścić w 3-5 litrach ciepłej wody. Czas jaki przeznacza producent na kąpiel to 15 minut. Zaleca się dwukrotną kąpiel w tygodniu. 


Kuleczki szybko rozpuszczają się w wodzie. Zapach ich nie dominuje, ale jest wyczuwalny z początku. Perełki zawierają aż 99% mocznika oraz ekstrakt z szałwii i d-pantenol. Po jednej kąpieli potrafią nawilżyć zrogowaciały naskórek, który łatwo jest usunąć pumeksem. Po osuszeniu wszelkie kremy lepiej się wchłaniają i przyspieszają regenerację suchej skóry. 

Taka krótka kąpiel przynosi nie tylko ulgę, zmniejsza potliwość oraz pojawiającą się szorstkość, ale tylko przy regularnym stosowaniu. Mi akurat starczyła jedna taka kuracja w tygodniu by stopy były odpowiednio zadbane.
Polecam taką kąpiel wykonać przed pedicure.


pozdrawiam - Magda

5 lipca 2017

ROZGRZEWAJĄCY ZABIEG ANTYCELLULITOWO-MODELUJĄCY OD #LIRENE

 Witam

Kilka postów wstecz mogliście zapoznać się z recenzją w której opisałam zestaw Lipo-masaż od Lirene. Nie sprawdził się on dobrze, masażer uszkadzał moje jak się okazało słabe naczynka i powodował podskórne wylewy. Nie zrażając się poprzednikiem wykonałam kilka zabiegów z obecnością Termoaktywnych bandaży tej samej marki. Jak tym razem produkt Lirene wypadł?

 Dieta i gimnastyka to u mnie codzienność. Kosmetyki natomiast, które mają za zadanie przyczynić się do zmniejszenia skórki pomarańczowej chętnie zawsze widzę chociaż ich działanie przeważnie jest marne w moim odczuciu...



Są to moje pierwsze bandaże rozgrzewające. Jak się sprawdziły? Tego dowiecie się w tym poście. Zainteresowanych zapraszam do krótkiej lektury.

Pojemność - 4 nasączone bandaże 
Cena - około 28 zł

W seledynowym kartonie znalazłam 2 saszetki szczelnie zamknięte, a w każdej z nich po dwa białe średnio nasączone bandaże. 

Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy po rozerwaniu saszetki? Co może zdziałać słabo nawilżony bandaż płynem?...może, bez rewelacji, ale stan skóry zmienia się na korzyść.

Jak prawidłowo stosować nasączone bandaże termoaktywne:
1. Na umytą i osuszoną skórę wybranej partii ciała – ud, brzucha lub pośladków, nałożyć nasączony bandaż w sposób pokazany na rysunku i spiąć dołączoną zapinką.
2. Po 20 minutach zdjąć bandaż, a nadmiar produktu dokładnie wmasować,
aż do momentu całkowitego wchłonięcia.
3. Występujące uczucie ciepła lub pieczenia podczas noszenia bandaży oraz jakiś czas po ich zdjęciu jest oznaką prawidłowego działania substancji aktywnych.
4. W celu uzyskania pożądanych rezultatów stosować 2 razy w tygodniu.


Istnieją również przeciwwskazania o których warto wspomnieć, a przyszłym użytkownikom zalecam się zapoznać z informacjami o produkcie. 


  • gorączka nieznanego pochodzenia, padaczka, stwardnienie rozsiane(SM), nadciśnienie tętnicze, wady i choroby serca, miesiączka.
  • nie stosować bezpośrednio po posiłku oraz w przypadku nadwrażliwości na którykolwiek ze składników produktu. Nie owijać ciała zbyt mocno, aby nie zahamować swobodnego przepływu krwi w organizmie.


Zdecydowałam użyć wszystkich czterech bandaży w okolice brzucha. Po umyciu i osuszeniu skóry bandażowałam talię z umiarkowanym uciskiem. Bandaże są dosyć wąskie i lubią się rolować. Gdy tylko owinęłam skórę od razu było wyczuwalne rozgrzanie, które się nasilało. Można to bez trudu wytrzymać (zalecane 20 minut), najlepiej w pozycji stojącej. 

W trakcie skóra swędziała i piekła. Po ściągnięciu była coraz mniej czerwona, występowało mrowienie jeszcze do pół godziny. To uczucie to działanie aktywnych składników. Pozostałości na skórze jakie pozostawały wklepywałam do wchłonięcia. 

Aktywne składniki w cieczy znajdującej się w bandażach to: Skrzyp polny regeneruje i wzmacnia tkankę łączną, natomiast kofeinaL-karnityna aktywują termogenezę i spalanie tłuszczu, co pomaga redukować grubość podskórnej tkanki tłuszczowej. 

Nie wiem czy słusznie postąpiłam, ale po ściągnięciu każdego z bandaży wykorzystywałam go na kolejny dzień, ponieważ wyczuwałam, że są w nim resztki cieczy. Działanie było słabsze, ale myślę, że wtedy wykorzystałam dany bandaż do końca. 

Bandaże są długie, swobodnie możemy je owinąć kilka razy w koło danej części ciała. Ładnie i przyjemnie pachną. 


Rozgrzewający zabieg antycellulitowo-modelujący jest w pewnym sensie dla mnie innowacją ponieważ wcześniej nie miałam styczności z tego typu bandażami. Można samemu zdecydować na którą część ciała chcemy ich użyć, a bandaż dopasuje się do naszych kształtów, ale lubi się zwijać.

Po użyciu obu saszetek obwód talii nie zmienił się diametralnie, ale skóra nabrała sporego napięcia. Jak na cztery pełne zabiegi uważam, że jest to bardzo dobry wynik. Kompleks zawarty w cieczy poprawił mikrocyrkulację, wspomógł usunięcie wody i toksyn z organizmu. Pozostawił skórę nawilżoną i bardzo gładką w dotyku. Myślę, że bandaże używane na uda nie usuną zauważalnie cellulitu.
                                            
                                                            pozdrawiam - Magda

4 lipca 2017

#DIETA TO PODSTAWA KIEDY CHCĘ UNIKNĄĆ ZBĘDNYCH KILOGRAMÓW - DOMOWE RAFAELLO

Witam

Napoje gazowane, fast foody poszły w odstawkę wieki temu. Tak naprawdę to spożywałam je w minimalnych ilościach no może prędzej kolorowe wody przenikały się częściej. Z czasem również smażone potrawy zaczęły nie znajdować miejsca w menu. Co tam jeszcze? Słodycze, lody, paluszki..... 
Grzeszę jednak od czasu do czasu. Zjem loda, ciasto domowe, ale wszystko z umiarem. Kawy czy herbaty w ogóle nie słodzę. Kilogram cukru zużywam na pół roku? Sama nie wiem. 
Tak z czasem wyzbyłam się kilku przykrych nawyków, które uniemożliwiały mi zrzucenie kilku kilogramów. 

W tej chwili nie mam sylwetki modelki czy atletki, ale w porównaniu jak wyglądałam kilka lat temu uważam, że jest nie źle. 

Podam Wam dziś przepis na zdrową przekąskę. Znalazłam go w sieci trochę zmodyfikowałam i powstał całkiem dobry wyrób finalny. 

Bazą jest kokos oraz nie doceniania kasza jaglana. Kaszę, można sprytnie w tym deserze 'przemycić' i nieświadomie zdrowo zjeść. 

Deser - przekąska nadaje się do poczęstowania niezapowiedzianych gości ponieważ w lodówce śnieżne kokosowe kulki wytrzymują kilak dni. 


Kilka słów o składnikach.

Kasza jaglana. Popularność kaszy jaglanej w zdrowej diecie rozpowszechniła się przede wszystkim ze względu na jej możliwość zastosowań w dietach specjalistycznych osób cierpiących na różne choroby cywilizacyjne. Kasza ta naturalnie nie zawiera glutenu, ale z powodu możliwości wystąpienia zanieczyszczeń zaleca się, aby osoby cierpiące na celiakię spożywały produkty z certyfikatem bezglutenowym. Kasz ta przede wszystkim odkwasza organizm. Jej zasadotwórcze działanie reguluje pracę całego układu pokarmowego. Wpływa na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych przez co wspomaga leczenie wrzodów żołądka, refluksu i zgagi. Kasza jaglana oczyszcza organizm z toksyn, obniża poziom cholesterolu, przez co wpływa na pracę serca, oraz wzmacnia działanie jelita grubego.


Kokos. Popularne wiórki kokosowe są bogatym źródłem białka, dlatego często sięgają po nie wegetarianie. Oprócz żelaza znajdziemy w nich takie pierwiastki jak: miedź, magnez, kwas foliowy, potas oraz witamy B i E. Zawarte w nich trójglicerydy średniołańcuchowe, czyli zdrowe tłuszcze, przyspieszają tempo metabolizmu. Dlatego, mimo że są kaloryczne (1 g trójglicerydów średniołańcuchowych dostarcza 8,3 kcal), mogą przynieść korzyści tym, którzy chcą schudnąć. Mają także dobroczynny wpływ na układ naczyniowo-sercowy. W 100 g wiórków znajdziemy 3,3 mg żelaza. 


Olej kokosowy zimno tłoczony, nieoczyszczony. Olej pozyskiwany ze starannie wyselekcjonowanej kopry kokosowej. Uważany za najwszechstronniejszy olej świata ze względu na unikalny profil kwasów tłuszczowych. Zawiera głównie odporne na wysokie temperatury kwasy tłuszczowe nasycone - w tym kwasy tzw. średniołańcuchowe: laurynowy i kaprylowy.


Przepis na domowe kulki Rafaello

100 g kaszy jaglanej
2 szklanki mleka
1 szklanka wiórków kokosowych
pół szklanki wiórków kokosowych do obtoczenia
3 łyżki miodu
2 łyżki oleju kokosowego

Składniki umieścić w garnku, zagotować. Zmniejszyć ogień, często mieszać do czasu kiedy kasza wchłonie mleko. Powstała masa ma być gęsta. Przestudzić. Formować kuleczki i obtaczać w wiórkach kokosowych.

 Życzę smacznego:) Częstujcie się:) 


 pozdrawiam - Magda

2 lipca 2017

DENKO 5/2017


Witam

Zaplanowanych miałam więcej zdjęć do czerwcowego denka. Pogoda od rano kiepska, dlatego pojawiły się problemy ze światłem. Dużo ujęć, sporo nieudanych,  a na "deser" wyczerpana bateria w aparacie zmusiły mnie do przedstawienia mniejszą ilość zużytych produktów.



1. Pharamceris - specjalistyczny szampon przeciwłupieżowy do skóry łojotokowej. Stosując ten szampon włosy przy nasadzie poprawiły swój stan na tyle, bym mogłam myć włosy co trzy dni (często to robię co drugi dzień). Łupieżu nie pozbyłam się w oka mgnieniu, zresztą przy tej dolegliwości nawet doraźnej jak u mnie trzeba czasu. Wyciąg z drzewa herbacianego i oleju Manuka przyczyniły się zapewne to zmniejszenia stanu zapalnego skóry, który zelżał i łupież zaczynał powoli znikać. Świąd ustał, włosy zmiękły i znacznie mniej się przetłuszczały co mnie cieszyło, bo zaczęły odstawać od nasady. Znikł efekt jak ja go nazywam płaskiego naleśnika i przylizania. 

2. Pharamceris - oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy. Pełna opinia <TUTAJ


3. CD - dezodorant lilia wodna. W ubiegłym roku byłam na tyle zadowolona z tego produktu, że wiosną postanowiłam do niego wrócić. Produkt tym razem, gorzej działał. Nie było już tego samego odświeżenia, w zapachu był ostry. Może producent coś w nim zmienił? Nie mam pojęcia.

4. Dove - antyperspirant w aerozolu. Klasyczne opakowanie i klasyczny zapach to domena Dove. Kosmetyk nienagannie pielęgnował skórę pod pachami, krem znajdujący się w mieszance spełniał swoją rolę zwłaszcza po depilacji, kiedy to można użyć produktu nie martwiąc się o podrażnienia. W trakcie dnia nie czułam od siebie przykrego zapachu potu, jedynie kremowy, subtelny zapach. Czy działa 48 godzin? Nie sprawdzałam, myję się częściej. Poważniejszych problemów z poceniem się nie mam, dlatego moja ocena dla tego produktu jest wysoka.




5. Eveline - termoaktywne serum modelujące. Zaczęłam stosować to serum wczesną wiosną. Żaden kosmetyk jednak nie jest w stanie wymodelować sylwetki. Wg. mnie takie produkty mogą poprawić stan skóry oraz ją napiąć. Tak właśnie się zachował ten, wygładził skórę, sprawił  że była napięta i miła w dotyku. W chłodne wieczory rozgrzewał wybrane partie ciała. 

6. Eveline - regenerujący krem-opatrunek do rąk. Stał się ulubieńcem mojego męża. Ja po kilku aplikacjach go odstawiłam, tym razem występująca parafina na drugim miejscu dała o sobie znać. Dłonie po nim u mnie się kleiły, nie były dobrze nawilżone. Odnośnie regeneracji wypadł kiepsko. 


7. Dr Irena Eris - krem wygładzająco-ujędrniający do ciała. Pełna opinia <TUTAJ>

8. Lirene - odżywczy krem głęboko nawilżający. Trudno mi określić jak wpłynął na proces starzenia się skóry. Doceniłam go z innego powodu. Z początku nie wydawał mi się wiarygodny ze względu na lekką konsystencję, sądziłam, że nie uda mu się nawilżyć płaszcza lipidowego. Krem w połączeniu z serum (tej samej serii) może nie dogłębnie, ale precyzyjnie zadbał o ilość wody w naskórku, przez co nie odczuwam żadnego wysuszenia. Buzia w dotyku była gładka, bardzo jędrna.


9. Schauma - szampon zwiększający objętość włosów. Wersja lawendowa, moja ukochana. Bardzo dobrze się pienił, zmywał oleje, nie podrażnił u mnie skalpu mimo, że mam z nim ostatnio problemy. Przyjemny, ładnie pachnie, ale nie wyczułam w pełni lawendowego powiewu.

10. Go Cranberry - szampon do włosów przetłuszczających się. Pełna opinia <TUTAJ>


 

11. Isana - żel pod prysznic, limonka-bazylia. I tym razem Isana trafiła w mój gust zapachowy w kolejnym żelu. Soczysty, cytrusowy. Dobrze mył, nie podrażniał i nie wysuszał skóry. Na lato wskazany, pobudza zmysły przy porannym prysznicu, pozwala się obudzić.

12. Fuss wohl - krem na popękane pięty. W składzie występuje mocznik (25%) zaraz za wodą. Cenię go, produkt z jego obecnością zawsze pozytywnie wpływa na stan moich stóp. Tani, dostać go można w Rossmannie.


13. Delia, Cameleo - farba do włosów, 7.44. Pełna opinia <TUTAJ>

Wasze denka zrobione? Czy już się nie bawicie w zestawienia miesięczne?

pozdrawiam - Magda




1 lipca 2017

#NIVELAZIONE, PIELĘGNACJA STÓP LATEM

 Witam

Nadeszły bardzo gorące afrykańskie dni. Pocę się jak każdy, często uzupełniam płyny, które pomagają mi przetrwać dzień i pozwalają na funkcjonowanie. Marzy mi się plaża, piasek po którym stąpam bosymi stopami. Niestety obecnie to mrzonki. Mogę jedynie pozwolić sobie na krótkie wyjazdy w okolice Krakowa w weekendy i tam odpocząć.

W tygodniu zmagam się z wyprawami związanymi z pracą w terenie. Niestety specjalne buty ochronne BHP pustoszą moje stopy latem. Są nieprzewiewne i są doskonałym miejsce na mega pocenie i inne niewygody. 

Poznane niedawno kilka produktów Nivelazione Laboratorium Kosmetycznego Farmona odmieniło mój dyskomfort i bardzo pomogło w odbudowie skóry. Z jednego produktu skorzystała mama dlatego poznacie i jej zdanie.


"Seria Nivelazione do stóp powstała w  w wyniku połączenia wiedzy, doświadczenia i pasji naszych specjalistów. Produkty łączą skuteczność naturalnych składników aktywnych z najnowszymi osiągnięciami i odkryciami kosmetologii w walce z problemami i dolegliwościami skóry stóp.

Unikatowe receptury, doskonalone przez lata znakomicie sprawdzą się:
  • w pielęgnacji stóp o nadmiernej potliwości,
  • w pielęgnacji popękanych, zniszczonych i przesuszonych stóp ,
  • w pielęgnacji zmęczonych, ociężałych stóp i nóg,
  • codziennej pielęgnacji i dbałości o piękno stóp."



KONTROLA ZAPACHU Dezodorant do butów i stóp
Pojemność - 180 ml
Cena - 11,50 zł


Dezodorant stanowi identyczny pojemnik pod ciśnieniem jak w produktach zapewniających ochronę pach przed potem. Główny aplikator ochrania spora skuwka. Zapach jest świeży, przypomina mi bryzę morską. Takiego aromatu oczekiwałam, który bardzo szybko jest skłonny odświeżyć stopy lub obuwie i zniweluje brzydki zapach.

Dezodorantu używam najczęściej kiedy wracam po pracy do domu. Precyzyjnie sprawdza się po zdjęciu butów roboczych (budowlanych) natychmiast odświeża stopy nie muszę gnać w pierwszej kolejności do mycia. Wieczorem natomiast dobrze jest go zaaplikować do wnętrza butów. 




Kolejnymi produktami na jakie trafiłam ochraniającymi stopy to: 

  • RATUNEK DLA STÓP Intensywnie regenerująca kuracja S.O.S dla stóp
  • ODŻYWIENIE I REGENERACJA krem naprawczy 6 w 1 do stóp
 Utrzymane są w grafice zielono - granatowej jak przystało na całą serię. Tubki są funkcjonalne zwłaszcza, że posiadają zamykania na klik. 


RATUNEK DLA STÓP Intensywnie regenerująca kuracja S.O.S dla stóp 
Pojemność - 50 ml
Cena - około 9 zł

Sposób użycia: Serum delikatnie wmasuj w czystą i osuszoną skórę stóp. Stosuj codziennie, rano i wieczorem. Dla wzmocnienie efektu po nałożeniu kremu załóż bawełniane skarpety na 30 minut lub na całą noc. Nie stosować na uszkodzoną i zranioną skórę.  
Składnikami aktywnymi są: mocznik 30%, emolienty 15%, Hydromanil, witaminowy kompleks transepidermalny  
Krem czy jak ktoś woli serum używałam jedynie na noc. Przy bardziej zniszczonej skórze producent zaleca nakładać go na dzień. Serum zapachem przypomina dezodorant. Jest dosyć lekkie i białe w barwie, nie bieli. Dla niecierpliwych będzie ideałem pod względem wchłaniania. Zostawia jednak wyczuwalną powłokę zabezpieczającą, ale nie lepiącą. Kiedy tylko zauważyłam małe niedoskonałości typu: wysuszona skóra czy skórki odstające natychmiast reagowałam na te zmiany nakładając na noc grubszą warstwę. Rankiem miałam już pierwsze widoczne zmiany - oczywiście pozytywne. Myślę, że to zasługa mocznika (30%), ten składnik bardzo dobrze reaguje na skórę w potrzebie. Zmiękcza  skórę i zwiększa jej przepuszczalność, ułatwiając wnikanie w głąb skóry substancji aktywnych.
rozrywa wiązania wodorowe keratyny, zmiękcza skórę i zwiększa jej przepuszczalność, ułatwiając wnikanie w głąb skóry substancji aktywnych kosmetyków,

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/kosmetyki/mocznik-w-kosmetykach-jakie-wlasciwosci-ma-mocznik_40716.html
 

ODŻYWIENIE I REGENERACJA krem naprawczy 6 w 1 do stóp  
Pojemność - 75 ml
Cena - około 9 zł

Sposób użycia: Krem delikatnie wmasuj w czystą i osuszoną skórę stóp. Stosuj codziennie, rano i wieczorem.

Składnikami aktywnymi są: parafina 10%, masło Shea, wosk pszczeli, deodronalny bloker zapachu
Poznając dwa powyższe opisane produkty serii Nivelazione uznałam, że trzeci łączy w sobie wspólne cechy kremu naprawczego. Podarowałam go mamie, która nie zwlekając rozpoczęła jego stosowanie na kolejny dzień.

Krem jest treściwy, biały, nawiązuje zapachem do serii. Używany systematycznie przez okres miesiąca przyniósł rewolucyjną zmianę której mama się nie spodziewała. Czekała na nie, ale te przeszły jej oczekiwania.

Krem nakładała na noc, poranne aplikacje jej umykały, ale się zdarzały. Krem nie narzucał się czasem wchłaniania. Pokrywał stopy płaszczem ochronnym, ale nie tłustym i nie lepkim. Pierwszy zauważalny efekt jaki dał to mniejsza potliwość stóp oraz neutralizacja nieprzyjemnego zapachu. Po aplikacji daje odświeżenie i lekkie uczucie zimna, ale naprawdę słabe. Po dłuższym czasie uskutecznia swoje działanie dając wystarczające nawilżenie, usuwa zadziory (skórki). Mama teraz śmiała może zakładać sandały czy japonki przy okazji pokazując stopy z letnim mani.




Produkty Nivelazione na letnie wojaże są wskazane osobom mających skłonności do pocenia i szorstkiej skóry. Kosmetyki te przynoszą komfort i ukojenie. Usuwają w pierwszej kolejności przykry zapach dając wytchnienie po całym dniu. Używane stale pozwalają pozbyć się niedogodności, nawilżając i zmiękczając skórę. Oceniając je wystawiam wysoką szkolną notę: 6!


pozdrawiam - Magda