9 lutego 2016

NOWOŚCI W SZAFIE BELL, WIOSENNA KOLEKCJA CANDY COLOUR

Witam

Wiecie, że wiosna zbliża się dużymi krokami?!) pogoda tej zimy i tak w wielu dniach ją przypomina, nie pamiętam tak ciepłej zimy, ale ta chłodna pora roku może nas jeszcze zaskoczyć. Przywołują wiosnę chciałam Wam przedstawić wiosenną kolekcję Bell CANDY COLOUR, którą możecie spotkać wyłącznie w sklepach Biedronka od 
1 lutego do 31 marca.
Jest to limitowana edycja pudrowo-pastelowych kosmetyków do makijażu. 
W edycji znajdziecie:

ROZŚWIETLAJĄCE RÓŻE DO POLICZKÓW
BŁYSZCZYKI DO UST
MASCARY DO BRWI
LAKIERY DO PAZNOKCI



ROZŚWIETLAJĄCE RÓŻE CANDY COLOUR ROUGE BELL CANDY
Cena: 7,99 zł/ szt.

Występują w trzech odcieniach No: 01, 02, 03. Odcień można dobrać wg. własnych potrzeb i upodobań, tak naprawdę to każdy z proponowanych odcieni na skórze potrafi zabłysnąć i nadać makijażowi rozświetlenia. Nie są pod względem koloru mocne, posiadają drobinki, które do słońca, aż za nadto się |ukazują|, w mniejszej ilości byłyby dla mnie idealne. Buzia jednak za bardzo połyskuje niby sama część policzkowa, ale róże podczas aplikacji pylą, mamy w koło pełno sproszkowanego różu, a nakładając je na poliki mimo woli róż osiada na innej części buzi. Podczas pierwszej aplikacji cera cała była pokryta drobinkami, teraz z umiarem wykonuję ruchy za pomocą szerokiego pędzla by róż mocno nie pylił i ostrożnie staram się go nakładać. 

Opakowania są przejrzyste przez górne wieczka doskonale widać odcień co ułatwia wybór przy zakupie. Wieczko zdobią motylki i serduszka ozdoba w takiej postaci mnie nie razi.




CANDY LIP CLOSS BELL CANDY 
Cena: 8,99 zł/ szt.

Występują w dwóch odcieniach No: 01- odcień różu, 02- odcień brzoskwiniowy. Mieszczą się w słoiczkach, więc jesteśmy zdani na aplikację bez pędzelka, którym zazwyczaj nakładamy błyszczyk. Taka forma mi nie odpowiada, ponieważ błyszczyk to nie wazelina czy masełko do ust, które można nie dokładnie nałożyć. Błyszczyki te mają swoje barwy (nie mocne), ale znaczące. Nakładając je na początku palcem, oczywiście nie trafiałam na same usta lecz poza poza ich kontur i wyglądałam jak klaun. Teraz, jedynie wychodząc z domu aplikuję je patyczkiem higienicznym. 
Błyszczyki posiadają poświatę, drobinki zdobią usta i sądzę, że latem będą ładnie je eksponować. Gęstość miękka, zapach owocowy. Z trwałością jest słabo wiadomo jak w błyszczykach nie ma rewelacji, schodzą znacznie szybciej niż pomadki. Zbierają się w załamaniach ust, sklejając je. Znalazłam dla nich inne zastosowanie...Od dawna sama zdobię usta pomadkami, które są wygodniejsze i trwalsze. Te błyszczki dają natomiast nawilżenie i nakładam je pod pomadki.





EYEBROW GEL MASCARA BELL CANDY
Cena: 9,99 zł/ szt.


Mascary te przypominają wyglądem tusz do rzęs. Fachowo nazywają się: modelującymi żelami do brwi. Występują w trzech odcieniach No: 01 - brązowy, 02 - głęboki brąz, 03 - popiel? ciemny. Aplikacja odbywa się za pomocą patyczka zakończonego szczoteczką, którą na początku możemy wyczesać brwi. Żele są dosyć rzadkie, ale nie wodniste z aplikatorów nie ściekają. Zapach neutralny. Sama mam brwi rzadkie dlatego tego typu rozwiązanie czyli kamuflaż miejsc widocznych między włoskami jest istotny i potrzebny. Do tej pory używałam cienia z woskiem z Lily Lolo od kilku dni mascara Bell zastąpiła LL. Przyznam, że mascara bardzo dobrze pokrywa brwi, nadaje im kształt i dobre wypełnienie. Jest trwała, nie rozmazuje się, na początku przecierałam miejsce, gdzie zaaplikowałam żel i wynik wysychania był znakomity oraz stały. Przy zmywaniu nie ma problemów, żel schodzi gładko pod wpływem nasączonego wacika nawet  tonikiem micelarnym Eveline.




LAKIER DO PAZNOKCI COLOURS BELL CANDY
Cena: 6,99 zł/ szt.

Edycja liczy 6 sztuk lakierów w odcieniach pastelowych. Wyglądają bajecznie, kolorowo, słodko, jeden od drugiego ładniejszy chyba najbardziej skradły u mnie serducho z całej Kolekcji Candy Colour. Buteleczki klasyczne, białe zakrętki otulone srebrnymi etykietami z logo Bell i innymi informacjami są zdobnikami. Pędzelki są krótkie, klasyczne. Emalie dosyć rzadkie, żelowe, nie we wszystkich flakonikach są jednakowe. Po jednym kryciu dają prześwity i smużenie, uwaga! - należy z precyzją malować paznokcie ponieważ lakiery (nie wszystkie kolory) łatwo wylać na skórki. Dopiero druga/trzecia warstwa daje zadowolenie. Poziom wysychania w normie do 20 minut - całość. Wykończenie - błyszczące z powłoką żelową. Lakiery wytrzymują około 4 dni bez ulepszaczy typu: topy itd. Zmywanie bezproblemowe. 



Cała limitowana kolekcja daje radość, nie sądziłam, że pastelowe barwy tak pozytywnie na mnie wpłyną i spodobają mi się. Jestem pod wrażeniem, zwłaszcza lakierów, gdzie paleta pastelowo-pudrowych barw jest szeroka. 
Zapraszam czytelników bloga na zakupy do Biedronki, gdzie przedstawiona z tym poście Wiosenna Kolekcja Candy Colour będzie na Was czekać. Udanych zakupów.

pozdrawiam  - Magda

7 lutego 2016

BALEA JAKO MLECZKO DO CIAŁA DO SKÓRY SUCHEJ

Witam

Nie zapomnę na długo wizyty w węgierskim DM'ie, szalałam dosłownie, kilka razy przechodziłam między regałami wypatrując nowości Balea. Natrafiłam na okazję cenową, akurat była promocja na Mleczko do ciała do skóry suchej - butla 500 ml to koszt raptem 8 zł. Wiem, że to spora ilość i kosmetyk może po czasie "zanudzać", ale miałam nadzieję, że nóż widelec okaże się perełką wśród mazidełek do ciała. 
...
Ociągałam się jednak z napisaniem tej opinii kilka miesięcy, niestety mleczko w moim odczuciu wypadło mocno przeciętnie,  przeliczyłam się co do niego, ale cóż przynajmniej go poznałam i na przyszłość będę wybierać inne smarowidła tej kategorii Baleii.


 Mleczko zostało przebadane dermatologicznie i to prawda bo  skóra nie doznała uszczerbku. Nie tylko skóra sucha nadaje się do pielęgnacji nim, każdy inny rodzaj też się nada. 

Mleczko zaraz na początku znalazło polski odpowiednik - balsamu Nivea. Bardzo mi go przypominało pod różnymi aspektami: biała barwa, tłusta treściwa gęstość, zapach. Bach! uznałam, że skoro wersja polskiego Nivea mi nie leżała to ten odpowiednik Balei też nie będzie. Postanowiłam, że się z nim pomęczę, żałowałam jedynie, że nie wzięłam mniejszej pojemności. Nie używałam mleczka ciągiem, robiłam sobie przerwy i tak dobrnęłam do połowy opakowania i powiedziałam STOP. Zapach dla mojego nosa ciężki po czasie męczący, po nałożeniu na skórę długo się wchłaniało, a skóra miejscami była lepka, nie lubię takich doznań. Nawilżenie - średnie.

Skład


Nie zawiera oleju mineralnego ani barwników. 

Nie zawiera alkoholu.
Bez dodatku barwników.


 Dla osłody, bo może ktoś lubi wersję balsamu Nivea kilka jego zalet.  Mleczko - (dla mnie to balsam, jego konsystencja była za ciężka jak na mleczko, które z reguły jest lekkie) został wzbogacony specjalnymi lipidami i masłem shea, chroniącym skórę przed wysychaniem, który nada skórze zauważalną miękkość i aksamitną delikatność. Zawarta witamina E, sprawi, ze skóra będzie nawodniona. 

Butla trochę nie wygodna, znacznych rozmiarów, ale w końcu ma sporą pojemność. Zatrzask cały czas działał bez zarzutu.

Utrzymuje prawidłowe pH skóry.

Polecam go osobom lubiących balsamy Nivea, bardzo je przypomina. 



pozdrawiam  - Magda

6 lutego 2016

DENKO 34

Witam

Styczeń bardzo szybko minął, może i dobrze:) szczególnie za zimą nie przepadam więc czekam na ciepłe dni jakie przyniesie wiosna. Przygotowałam dziś co miesięczne rozliczenie z pustych opakowań. Zawsze to więcej miejsca. Zużyte kosmetyki zastępują nowo otwarte. 



1. Isana - szampon do włosów koloryzowanych. Szampon w pielęgnacji był ok, jednak w utrzymaniu koloru nie popisał się. Nie kupię go ponownie. Opinia <TUTAJ>
2. AA - żelowy peeling do ciała, skóra normalna. Zawarta w nim część peelingująca jest słaba, nie podrażni skóry. Posiada zmysłowy zapach i daje nam dobre oczyszczenie, nawilża. Opinia <TUTAJ>
3. Delia Cosmetics - krem do stóp, regulator nadmiernej potliwości. Kremu używał mój mąż w okresie letnim. Tubkę namierzyłam prawie pustą i oświadczyłam, że idzie do denka, a na przyszły sezon kupimy w razie potrzeby kolejną. Krem treściwy, wchłaniał się w dobrym czasie, pozostawiając chłód, pachnie kremowo i wyczuwalna jest nuta mentolowa. W największe upały nie radził sobie w pogodę umiarkowaną ciepłą TAK. Zakwalifikowałam go do produktów średnio działających. Kupimy inną wersję podobnego produktu innej marki ta nie spełniła do końca oczekiwań.


4. Ducray - exstra doux, szampon dermatologiczny do częstego stosowania. Mimo 75 ml użyłam go dobrych parę razy na długie włosy. Wiele szamponów przewinęło się przez moje ręce, które zmiękczały, ale ten to fenomen - miałam włosy tak miękkie i delikatne jak niemowlę. O skórę głowy również dbał usuwając lekką dolegliwość w postaci świądu. Chętnie kupię większe opakowanie. 
5. Lirene - STOP szorstkości. Dobry krem, skuteczny zawiera 20 % mocznika. Opinia <TUTAJ>
6. Barwa - kremowy peeling do stóp. Może nie ostry, ale skuteczny peeling o kremowej strukturze. Przyjemnie, łagodnie pachnie. Ściera naskórek wystarczająco, wszystko zależy w jakim stanie mamy stopy. Koszt  6 zł. nie dużo, a działanie na poziomie. Polecam.


7/8 Rexona - antyperspiranty, damski i męski. Doskonała ochrona, brak białych plam na ubraniach, wydajne. 
Opinia <TUTAJ>
9. Go Cranberry - żurawinowy płyn micelarny. Opinia <TUTAJ>


10. Biolaven - żel do higieny intymnej. Skuteczny w pielęgnacji. Główną i jedyną wadą jest rzadka konsystencja. 
Opinia <TUTAJ>
11. Mokosh - sól algowa. Można ją wsypywać do kąpieli lub wykonywać peeling ciała z dodatkiem np: dowolnego oleju. Wykonując masaż, drobinki długo pozostają na ciele (nie rozpuszczają się szybko) dlatego swobodnie możemy wymasować daną partię ciała. Skóra po masażu pozostaje dogodnie wilgotna, nie ma warstwy lepkiej i bardzo tłustej. Ta co pozostaje chroni naskórek przed wczesną utratą nawilżenia oraz pozostawia ją wygładzoną. Efekt taki pozostaje na 2/3 dni, do tego stopnia, że sięganie po nawilżacze jest zbędne. Polecam.
12. Balea - żel do mycia twarzy i golenia dla panów. W zapachu orzeźwiające, w działaniu wypadł całkiem dobrze, mąż mył codziennie twarz, sebum wraz z całodniowym brudem zostawały dokładnie usuwane. Jako środek do golenia potrafił zastąpić żel czy piankę. Polecamy.


13. Body Club - pomadka do ust. Najgorszy pielęgnacyjny kosmetyk ostatnich kilku lat z jakim miałam do czynienia. Opinia <TUTAJ>
14. Go Argan -  z komórkami macierzystymi drzewa arganowego. W stylowym kartoniku znajdziemy 10 sztuk saszetek po 8 ml każda, tutaj pokazałam jedno przykładowe zużyte opakowanie jednej maseczki. Gęstość maski przypomina mi krem o zwartej konsystencji. W zapachu przyjemna. Wacikiem łatwo się usuwa nie zostawiając tłustego lub nie wygodnego filmu. Potrzebuje czasu, by resztki dobrze się wchłonęły. W tej chwili cera jest szczodrze nawilżona to mnie bardzo cieszy bo wiem, że wychodząc na zimne powietrze jest dobrze chroniona. Polecam.
15. Anna - wazelina kosmetyczna, poziomkowa. W zapachu trochę chemiczna, ale poziomka wyczuwalna, smarowałam ją miejsca na łokciach i kolanach. Wypadła przeciętnie. Jak ktoś ma ochotę może spróbować.
16. Bebe - pomadka, intensywnie pielęgnująca. Często je kupuję, dobrze nawilżają usta, likwidując skórki. 
17. Progres Cosmetics - pomadka z olejkiem arganowym.  Niestety na pierwszym miejscu parafina w tym przypadku mi szkodziła, (czasami jednak jest ok, ale nie w tym przypadku), pomadka po kilku dniach wysuszyła usta, a częstsze oblizywanie przyniosło zaczerwienienie. 
18. Loreal - błyszczyk. Znalazłam go w torebce mało używanej trochę tam przeleżał uznałam więc, że jest już po dacie.

pozdrawiam - Magda

4 lutego 2016

WHITE FLOWER'S PRZEDSTAWIA: NATURALNY PEELING SOLNO-BŁOTNY

Witam
Poznaję sporo peelingów do ciała. Najchętniej przyjaźniłabym się wyłącznie z cukrowymi i do tego z wersjami owocowymi. Jestem jednak otwarta na nowości i nie mam obiekcji przed ich poznaniem. Peeling solno-błotny White Flowers jest moim pierwszym takim, który łączy w sobie sól z Morza Martwego oraz oleje tworząc z wyglądu błoto. Mieszanka jednak jest nie typowa peelingu jest inna niż dotychczas jakich używałam. Jest poprawną odmianą zdzieraka z oryginalnym zapachem nie dla każdego. Mój nos nie do końca zaakceptował woń, która na całe szczęście nie jest nachalna i ulatnia się po aplikacji. Czuć minerały, pseudo błotko. Najczęściej peelinguję skórę od pasa w dół więc zapach nie stanowił problemu przy dobrym masażu tej części ciała, a wyniki były warte poświęcenia dobrych kilku minut.


Pojemność: 300 g / Cena: 13 zł / Dostępność: Rossmann 

Kiedy pierwszy raz wzięłam do rąk peeling bardzo spodobała mi się jego wizualna część. Ciemnych barw słoiczek i etykiety stanowią przyjemny widok. Niestety same etykiety są nietrwałe i po czasie schodzą lub się natłuszczają i całość traci na wyglądzie, więc warto na początku dobrze zapoznać się z treścią widniejącą na etykietach. 
Pod głównym wieczkiem spotykamy solidne dodatkowe zabezpieczenie chroniące nie tylko przed ciekawskimi osobnikami, ale również przed wylaniem się części olejowej, która sedymentuje i pływa na wierzchu. Przed samym użyciem wystarczy zamieszać palcem składniki uzyskującym tym jednolitą masę. Peeling jest solny przypomina ziarna drobnego piasku jest brązowy. Zaliczyłam go do mocniejszych. Ziarna mimo tego, że są drobne mają w sobie moc o czym przekonałam się podczas pierwszego masażu. Nie doprowadzają jednak do zaczerwień czy podrażnień. 


 Sposób użycia / Skład / Pojemność / Ważność

 

 Peelingu używałam raz na tydzień w zupełności dawka taka starczała skórze. Martwy naskórek znikał na wiele dni w dotyku nie czułam jej więc nie było potrzeby częstszego aplikowania. Peeling dostarczał skórze nawilżenia na tyle dobrego, że 2-3 dni nie potrzebowałam smarowania ud z łydkami ponieważ warstwa lipidowa zostawała na tyle zaspokojona, że bez obaw nie doprowadzało to do przesuszenia skóry. Wierzchnia warstwa była gładka, odżywiona. Skóra była powleczona olejami z tym, że nie lepiła się nie była ordynarnie tłusta jak często zdarza się to w tego typu kosmetykach. Ważną zaletą jest, że peeling nie posiada parafiny.
 W peelingu znajdziemy między innymi kilka olejów:
- olej kokosowy dzięki dużej zawartości antyoksydantów spowalnia starzenie skóry i opóźnia powstawanie zmarszczek, 
- oleju z pestek winogron, który znany jest z wysokiej zawartości witaminy E – „witaminy młodości"
 - oleju arganowego

Jak często używacie peelingów? znacie tą wersję?


Zapraszam na Instagram

pozdrawiam  - Magda

2 lutego 2016

POSE KREM DO TWARZY POPRAWIAJĄCY STRUKTURĘ SKÓRY

Witam
Ekoskin zajmuje się dystrybucją kosmetyków Pose. Czytałam pierwsze o nich w sieci potem zapragnęłam je poznać. Nawiązując udaną współpracę mam okazję poznać dwa kremy. W asortymencie sklepu znajdziemy kremy do twarzy różnego rodzaju i krem pod oczy.
 Dziś o Kremie do twarzy poprawiającym strukturę skóry. Regularne, dwumiesięczne stosowanie pozwoliło mi na ocenę działania kremu i opisania go w dzisiejszym poście. 


Krem zewnętrznie elegancko został zapakowany. Pudełeczko kojarzy mi się z czekoladkami jakie nie dawno dostałam od przyjaciółki. W środku krem od dołu i z góry zabezpieczony jest dodatkowo wkładkami, które utrzymują go. Ogólnie opakowanie oryginalne, inne i spodobać powinno się każdemu. Właściwy krem umieszczono w wysokim, walcowanym pojemniku ze zdobieniami złota co nadaje mu wytworności. Dozowanie odbywa się za pomocą pompki typu air less, kremu mamy 50 ml. Tonacja biała, gęstość w sam raz, krem jest bezzapachowy, naturalny (osobiście toleruję kremy do twarzy ze stonowanymi bukietami). 



Kremu używam od początku grudnia ubiegłego roku. Nakładam go rano i wieczorem na oczyszczoną uprzednio twarz, wieczorem dodatkowo zaczynam pielęgnacje od nałożenia serum Eveline po czym nakładam właściwy krem Pose. Krem współgra ze serum nie roluje, cały się wchłania nawet długo nie trzeba czekać. Co ciekawe na pierwszym miejscu w składzie nie pojawia się woda jak to zwykle bywa. Bazą kremu jest wyciąg z aloesu ma on dostarczyć skórze Wit. C, E. Poza tym krem posiada organiczne ekstrakty, a stałe ich stosowanie w połączeniu z proantycjanidynami z ekstraktów żurawiny, czarnych jagód oraz wyciągiem z borówki amerykańskiej chroni skórę przed niekorzystnymi zmianami oraz prowadzi do poprawy jej struktury. Zielona glinka pozbywa się toksyny ze skóry, delikatnie ją stymuluje oraz poprzez usprawnienie obiegu limfy poprawia dostarczanie tlenu i eliminację szkodliwych substancji. 
Wyciąg z cytryny delikatnie rozjaśnia poszarzałą skórę oraz łagodzi zaczerwienienia oraz podrażnienia. 
Wyciąg z dzikiej róży wzmaga regenerację skóry czyniąc ją przy tym bardziej elastyczną, a GLA redukuje oznaki starzenia zwłaszcza zmarszczki wokół ust oraz chroni przed wysuszaniem. 


Skład kremu należy do bardzo dobrych, zmieszane ekstrakty i oleje korzystnie wpływają na cerę. Jak dotąd nie ukazały się efekty uboczne w postaci np:wysypu. Krem na skórę ma dobry wpływ, jest ona na stałym poziomie nawilżenia, stała się gładka. Krem nie zapycha, do momentu wchłonięcia występuje świecąca poświata znikająca po chwili - znaku nie ma. Odnośnie samej struktury nie łatwo mi się wypowiedzieć, ciężko mi określić, być może gdybym poszła na badanie skóry to by się okazało w jakim jest stanie.
 Krem ma jak dla mnie dwie wady: 
1) ścianki nie przepuszczają światła więc nie wiemy na jakim poziomie jest krem 
2) cena - dosyć wysoka, uważam, że mimo tak dobrego składu i działania jest wygórowana. 
Jestem w stanie go kupić ponownie ponieważ cera jest w dobrej kondycji po nim, ale jeżeli będzie na dobrej promocji.

pozdrawiam - Magda