Witam
Poznałam ostatnio bardzo ciekawe mydło węglowe. Czytałam wcześniej w sieci o jego możliwościach i na tyle mnie jego działanie zainteresowało, że trafiło do mnie.
Ze względu na brak utwardzaczy i konserwantów, mydła SANBIOS nie powinny leżeć w wodzie, w miejscach wilgotnych i nasłonecznionych.
Mydła "za kilka złotych" mają bardzo wyraziste kolory ze względu na dodane sztuczne barwniki.
Mydło węglowe nie pachnie tak intensywnie ponieważ występują w nim minimalne ilości ( mniej niż 0,5% ) substancji aromatyzujących.
W mydłach SANBIOS nie ma:
konserwantów, utwardzaczy, gliceryny syntetycznej, gliceryny pochodzenia zwierzęcego, syntetycznych barwników, dużych ilości substancji zapachowych.

Skład:
Sodium Oleate (oliwa), Sodium Cocoate (olej kokosowy), Aqua (woda), Sodium Palmate (olej palmowy), Sodium Castorate (olej rycynowy), Sodium Shea Butterate (masło she), Sodium Rice Branate (olej ryżowy), Sodium Almondate (olej ze słodkich migdałów), Sodium Cocoa Butterate (masło kakaowe), Glycerin (gliceryna), Sodium Beeswax (wosk pszczeli), Charcoal Powder (węgiel aktywowany), flavor (substancja zapachowa).

Mydełko waży 100 g. Zapakowane jest w kartonik nie wyróżniający się, jednocześnie w spokojnej kolorystyce. Przed samym zastosowaniem musimy dodatkowo usunąć folię w którą mydełko jest "opatulone". Sądzę, że prawie każdemu z nas mydło kojarzy się z produktem pachnącym. W tym przypadku nie otrzymujemy kosmetyku, który nas zadowoli pod tym względem. Zapach w nim mamy prawie bezwonny, delikatnie jedynie zalatuje czymś co ciężko mi określić. W każdym razie nie jest to zapach o którym mogę napisać, że go nie zaakceptujemy. Można się do niego przyzwyczaić i wyczuć węgiel drzewny, ale naprawdę w minimalnym stopniu.
Barwa - też dziwna, dla mnie było to pierwsze takie mydełko, które miało odcień czerni z przerostami "białych skaz".
Konsystencja - mydełko na początku było bardzo twarde, w późniejszym okresie po części zmiękło, ale nie wiele.

Kostka miała formę kwadratową. W dłoniach wiadomo, na początku gorzej się trzymało. Po dobrych kilkunastu namydleniach krawędzie nabrały owalnych kształtów przez co forma jego stała się wygodniejsza podczas mydlenia. Przy kontakcie z wodą wytwarzała się znikoma piana, ale na dłoniach było czuć osadzające się mydełko. Wystarczyło kilka muśnięć na skórę twarzy, a mydełko do niej przylegało. Ja trzymałam go parę minut, po czym spłukiwałam pod bieżącą wodą. Z jego działania jest mega zadowolona, nie jedna maseczka czy peeling może się przy nim schować. Mydełko idealnie oczyszczało twarz (moja skóra jest przeważnie sucha i lubi w okolicach brody i nosa łapać zaskórniki). Pory stawały się oczyszczone, brak niespodzianek - czarnych kropek. Twarz dosłownie była wypolerowana, usunięty zostawał martwy naskórek. W dotyku buźka była gładka i miękka lekko napięta. Po samym zmyciu mydełka wyczuwałam częściowe ściągnięcie skóry, jednak po chwili ten efekt ustępował sam nie musiałam się ratować kremem oraz go nakładać. Mydełka używałam co drugi lub trzeci dzień na noc - to starczało by twarz była w bardzo dobrym stanie.
Było to pierwsze takie mydełko, które dogodziło mojej twarzy na tyle, że z pewnością wrócę do niego chętnie. Dodam, że jest bardzo wydajne w tej chwili zbliżam się do połowy kostki, a zaczęłam go używać na początku kwietnia. Polecam go do przetestowania bo naprawdę warto. Dodatkowo zachęca swoim składem.
Cena/za 100g/ około 16 zł.
