13 października 2020

WODY KWIATOWE JAKICH UŻYWAŁAM LATEM OD LIRENE. WERSJA LAWENDOWA, RÓŻANA I CHABROWA

Witam

Hydrolaty od dawna wpisały się do mojej pielęgnacji. Używam ich zamiennie z tonikami ponieważ mają podobne przeznaczenie.

Hydrolaty określane są również jako wody kwiatowe lub wody roślinne. Porównuje się je także do olejków eterycznych ponieważ są czystymi esencjami roślinnymi, tyle że w łagodniejszej (rozcieńczonej) formie. Dzięki temu mogą być one stosowane bezpośrednio na skórę (w formie toniku lub odświeżającej mgiełki zapachowej). Hydrolaty to ponadto część aromaterapii, która wykorzystuje olejki eteryczne, aby korzystnie wpływać na nasz nastrój i dobre samopoczucie.

Ich moc doceniły Ekspertki Laboratorium Naukowego Lirene, tworząc receptury trzech kosmetyków: 100% hydrolatu z róży, 100% hydrolatu z lawendy oraz 50% hydrolatu - toniku z chabru. Kosmetyki długotrwale nawilżają, odświeżają oraz wygładzają cerę.





Jak powstają? 

Hydrolaty – esencje powstające w wyniku destylacji jako efekt uboczny powstawania olejków eterycznych, znane były już w starożytności. Uzyskana w wyniku parowania woda kwiatowa to preparat bardzo delikatny, który stosować można jako tonik, mgiełkę odświeżającą czy naturalne, subtelne perfumy. Ze względu na swoje właściwości i duże rozcieńczenie, bez obaw stosowane mogą być nawet przez osoby z cerą wrażliwą i skłonną do podrażnień. Są wyjątkowo łatwe w stosowaniu – wystarcz rozpylić je na skórze, bez konieczności przecierania twarzy płatkiem kosmetycznym.


HYDROLAT Z RÓŻY





Hydrolat z róży damasceńskiej to w 100% naturalny kosmetyk. Regeneruje i wzmacnia skórę, przywracając jej młody wygląd. Sprawia, że staje się aksamitna oraz miękka w dotyku. Kwiaty róży są bogatym źródłem flawonoidów, które wpływają korzystnie na naczynka krwionośne, łagodzą podrażnienia oraz przywracają skórze naturalną równowagę. Naturalny różany zapach działa kojąco oraz relaksująco.
Składniki/Ingredients: Rosa Centifolia Flower Water.


HYDROLAT Z LAWENDY

Hydrolat z lawendy to w 100% naturalny kosmetyk. Odżywia i długotrwale nawadnia skórę oraz natychmiastowo ją odświeża. Dzięki swoim właściwościom rozpromienia cerę oraz pozostawia ją jedwabistą w dotyku. Naturalny, lawendowy zapach działa relaksująco.
Składniki/Ingredients: Lavandula Angustifolia Flower Water.


HYDROLAT-TONIK Z CHABRU

Kwiaty chabru, dzięki zawartości flawonoidów, witaminy C, soli mineralnych w tym manganu i potasu skutecznie nawilżają i rozświetlają. Hydrolat-tonik daje uczucie czystości, tonizuje oraz reguluje wydzielanie sebum, zapobiegając błyszczeniu się skóry w ciągu dnia. Wygładza oraz wyrównuje koloryt, nadając skórze młody i zdrowy wygląd.
Składniki/Ingredients: Centaurea Cyanus Flower Water, Aqua (Water), Calcium Gluconate, Gluconolactone, Sodium Benzoate.





Buteleczki z atomizerami sprawdziły się u mnie każdorazowo kiedy sięgałam po wybrany hydrolat. Wizualnie każdy produkt wygląda subtelnie i w tym tkwi ich urok. Aplikatory w tych przypadkach miały ten atut, że wystarczyło spryskać mgiełką twarz bez konieczności użycia płatka higienicznego. Delikatne formuły sprawiały, że nie musiałam się obawiać efektów ubocznych. Przedstawione wersje znakomicie sprawdzą się przy cerze suchej i wrażliwej. 

Latem bo głównie wtedy używałam tych mgiełek można było poczuć ulgę podczas upału. Pokrycie nimi twarzy od razu przynosiło pozytywne efekty zwłaszcza w godzinach szczytowych kiedy słońce grzało najsilniej, a ja musiałam wyjść z domu. Ograniczały sebum, przez co cera mniej się świeciła, a cykliczne ich używanie nie przesuszało cery. 

Obowiązkowo używałam ich rano przed nałożeniem kremu. Wyrównywały one pH skóry, oczyszczały ją, a wersja lawendowa dodatkowo relaksowała, dlatego głównie używałam jej wieczorem po ciężkim dniu. Te mgiełki potrafiły ożywić skórę i przywrócić jej naturalną równowagę. Mniejsze wersje tj. 100 ml zabierałam do plecaka i mogłam użyć ich w dogodnym czasie.

Produkty do dostania w wielu drogeriach lub na https://sklep.lirene.com/pl/

Korzystacie na co dzień z hydrolatów? Macie ulubione?



pozdrawiam - Magda

11 października 2020

DEIRDRE SULLIVAN/WITAMY W BALLYFRANN - WYDAWNICTWO IUVI

Witam

Po książki z elementami fantastyki sięgam rzadko jak i po seriale czy filmy. Nie są one jednak całkowicie wykluczone u mnie i czasami jestem skłonna poświęcić im kilka wieczorów. 27 lipca premierę swoją miała książka Deirdre Sullivan pt "Witamy w Ballyfrann". Jest to powieść dla dorosłych, ale także dla dorastającej młodzieży o silnych nerwach. 

Widząc okładkę od razu można stwierdzić, że będzie ona skrywała pewną tajemnicę owianą magią. Widząc zamek w tle nie sądziłam, że ta powieść będzie zawierać sceny mrożące krew w żyłach, stąd apel do rodziców. Jeżeli wasze pociechy będą zainteresowane tą mroczną historią to przemyślcie czy powinni ją przeczytać już, teraz natychmiast? Może jednak za parę lat ta książka będzie właściwszą lekturą dla nich?





Autor: 
Deirdre Sullivan
Tłumaczenie: 
Andrzej Goździkowski
Data wydania: 
2020-07-29
Format: 
13,5x20,5 cm
Liczba stron: 
368


"Witamy w Ballyfrann" jest powieścią specyficzną i musi trafić do czytelników którzy lubią dziwne historie owiane nutką horroru i magii, dlatego nie każdemu przypadnie do gustu czytelniczego. 

W książce panuje mrok zwłaszcza w drugiej części jaka wydała mi się bardziej ciekawsza. Na początku książka jest dość jednoznaczna i bez większego wyrazu. Nawet miałam parę dni wolnego od niej...ale jednak mnie intrygowała i szybko do niej wróciłam. 

Przedstawiony klimat małego miasteczka jest wyjątkowy. Mieszkańcy nie są specjalnie rozmowni, panuje tu trochę nuda, ale jest ona spowodowana zaginięciami dziewcząt i tajemnicą. 




W dodatku trochę przerażający zamek do którego wprowadzają się bliźniaczki wraz ze swoją matką powoduje, że napięcie zaczyna rosnąć. Zamek jak doczytałam należy do zamożnego obywatela - ich ojczyma. 

Maddy i Catlin to siostry, które pomimo odmiennych charakterów wiąże nić siostrzana. Maddy to spokojna dziewczyna, która się nie wychyla, jednak kiedy trafia do Ballyfrann wszystko się zmienia. Odkrywa, że drzemie w niej moc jakaś magia... i ma za zadanie uratować swoją siostrę Catlin. Posiadając moce potrafi ona zapobiec czasami nieszczęściu jakie ma się wydarzyć. Catlin to jej przeciwieństwo jest śmiała, lubi się bawić. Kiedy nieświadomie się zakochuje zaczynają się dziać...no właśnie nie chcę wam zdradzać wątku.
...
Przez książkę przewija się wiele wątków, niektóre z nich są nie wyjaśnione przez co czułam niedosyt. Klimat panujący w niej nie jest ani trochę zabawny, utrzymany jest w napięciu i tajemnicy. 

Deirdre Sullivan pisze językiem prostym i łatwo przyswajalnym chociaż niektóre dialogi wydawały mi się trochę bezsensu.

Ta opowieść z dreszczykiem ma swój urok z racji samego miejsca jakim jest Ballyfrann, zamczysko na wzgórzu oraz sama świadomość mieszkania w nim. 

Główne bohaterki nie do końca mi jednak odpowiadały pomimo, że każda z nich przedstawiała swoją pewną rolę i zadanie. Momentami zachowywały się bardzo dziecinnie i drażniły, nie były dopasowane do istniejących zawikłanych zdarzeń.



Każdy rozdział książki rozpoczyna inna nazwa zioła z jego przeznaczeniem. Po raz pierwszy spotykam się z takim nazewnictwem i muszę przyznać, że to bardzo dobry pomysł ponieważ przy okazji możemy się dokształcić.

Ogólnie to powieść Deirdre Sullivan moim zdaniem jest średnio wciągająca. Oczywiście w najmniejszym stopniu jej Wam nie odradzam, bo gusta są różne i warto książce dać sznasę.

Przez całą książkę czuje się pewną realną magię, która mnie osobiście nie drażniła i była dobrze wyważona. Kiedy jest jej za dużo, a do tego dochodzi fantastyka to czasami lubię się zgubić. 

Dziękuję Wydawnictwu IUVI za możliwość przeczytania tej książki tuż przed premierą zanim trafiła ona do wszystkich księgarń.




pozdrawiam - Magda

9 października 2020

LIERAC - CICA FILLER PO RAZ PIERWSZY W MOJEJ PIELĘGNACJI CERY /TOPESTETIC.PL/

Witam

Z wiekiem każda dojrzała kobieta zmaga się wcześniej czy później ze zmarszczkami jakie pojawiają się głównie na twarzy. Stają się one widoczne z kilku przyczyn np: przez promieniowanie słoneczne, geny, hormony, upływ czasu, ubytki tłuszczu i kości. 

Zmarszczki sygnalizują nam pierwszą oznaką starzenia się skóry. Tuż po około 25 roku życia i z biegiem czasu jest ich więcej, a wiąże się to między innymi z utratą kolagenu w organizmie. Często po 30 roku życia w kącikach oczu mogą tworzyć się „kurze łapki”, dekadę później – zmarszczki między brwiami, na czole, a także bruzdy biegnące od ust w kierunku skrzydełek nosa. Kobietom 50-letnie mogą już opadać policzki.




Lierac - Cica-Filler przeciwzmarszczkowe serum regenerujące zawiera w swoim składzie

- bakuchiol (naturalny retinol) stymulujący syntezę kolagenu,
- kompleks przywrotnik-bluszcz-skrzyp,
- koncentrat Hyalu 3,
- proszki soft focus.


Wskazania

- intensywna kuracja odmładzająca
- zmarszczki
- suchość
- wiotkość skóry 



Lierac - Cica-Filler przeciwzmarszczkowe serum regenerujące to trzy ampułki po 10 ml. Każda z nich stacza na około 10 dni dwukrotnego dziennego użytku (rano i wieczorem). Z obliczeń łatwo wysnuć, że 30 ml starcza na miesiąc. Dzięki żelowo-płynnej, aktywnej konsystencji i zapachowi z nutami jaśminu, zielonego jabłka, drzewa różanego, serum odżywia i głęboko nawilża. Koryguje zmarszczki i wygładza skórę bez drażniącego i fotouczulającego działania retinolu, naprawia i poprawia jędrność, zapewnia naturalny blask. Należy jednak uważać na okolice oczu, bo gdy wklepiemy ciecz za blisko może ona podrażnić spojówki o czym sama się przekonałam parę razy.




Za każdym razem w pierwszej kolejności powinno się nakładać konsystencję na zmarszczki, a następnie na całą twarz. W miarę upływu dni można wpaść w ten rytuał i u mnie np: dawki nie były omijane czy zapominane. W trakcie aplikacji ciecz nie spływa, "przykleja się" na skórze, ale na wchłonięcie musi mieć parę minut po czym można nakładać krem lub makijaż. Nie należy przejmować się filmem jaki pozostaje bo nie jest on szkodliwy.

Ampułka wykonana jest z tworzywa sztucznego nadającego się do recyklingu.

Serum stymuluje syntezę kolagenu dzięki zastosowaniu roślinnej formy retinolu - bakuchiolu. Koncentrat Hyalu-3 wypełnia skórę od środka i utrzymuje ją nawilżoną. Serum zawiera także kultowy w marce Lierac kompleks skrzypu, przywrotnika i bluszczu, które w takim połączeniu naśladują mechanizmy gojenia tkankowego i wygładzają zmarszczki.

Po miesiącu stosowania skóra mocno została napięta. Serum regeneruje ją oraz płytkie zmarszczki potrafiło znacznie wygładzić, te głębokie niezupełnie, ale jest to moja pierwsza kuracja. Producent zaleca, aby w trakcie roku przeprowadzić ich parę, dlatego po nowym roku zamierzam powtórzyć kurację i liczę na lepsze wyniki.





Na rynku kosmetycznym firmy oferują nam przeróżne kremy, preparaty przeciw starzeniu się skóry. Sama niejednokrotnie korzystałam z takich dobrodziejstw z lepszym lub gorszym wynikiem bo trudno jest się po skończonej terapii odnieść w jakim stopniu zahamowałam zmarszczki płytsze czy głębsze i jak ogólnie cera zareagowała na dany produkt.

Dość rzadko ostatnio opisuję taki produkt. Wyjątek stanowi przeciwzmarszczkowe serum regenerujące.  To intensywna pielęgnacja przeciwstarzeniowa twarzy Lierac - Cica-Filler odpowiednie dla każdego rodzaju skóry. 

Kosmetyki możecie nabyć w moim ulubionym sklepie internetowym topestetic.pl

Czym wyróżnia się to miejsce? 

Profesjonalnym doradztwem
Do dyspozycji jest specjalista, który określi potrzeby skóry i doradzi odpowiednie produkty, oraz
Wieloma markami oferującymi swój bogaty asortyment
Robiąc zakupy na tej stronie, możecie liczyć na sporo różnych próbek oraz gadżety firmowe.


pozdrawiam - Magda

7 października 2020

NATURALNE SOKI W JESIENNĄ POGODĘ OD SADVIT

Witam

Za oknami mamy złotą polską jesień. Zawsze pod koniec lata złoszczę się bo wiem, że już niebawem nastaną chłodne i deszczowe dni jakie przypisane są jesieni. Bo kto lubi wstawać do pracy lub szkoły kiedy na zewnątrz nie dopisuje pogoda? Prawie nikt. 

Po upływie paru tygodni po 21 września potrafię się jednak dopasować do panujących warunków atmosferycznych i dostrzegam zalety tej pory roku w której liściaste drzewa ścielą pod naszymi nogami najbardziej barwne dywany w odcieniach brązu. A kiedy jeszcze trafi się spacer w ciepły jesienny dzień to tylko podskakuję z radości bo wyjście z ukochanym i odpoczynek w parku to jedna z rzeczy do której nie każdy przywiązuje uwagę i docenia tak piękną chwilę.

Jesień to również czas zachorowań głównie przeziębień, a w tym roku dodatkowo mamy wirusa jaki panuje od wiosny. 
Jestem zdania, że głównie odporność jest tu ważna czy złapiemy jakieś choróbsko. W tym celu nie zapominam o dobrociach matki natury. Oprócz sezonowych warzyw jakich jest pod dostatkiem na placu targowym, gdzie robię zakupy uzupełniam codzienne menu o soki z owoców. Nie wybieram jednak pierwszych lepszych, które często są nektarami lub napojami. Poszukuję takich z rodzinnych tłoczni, gdzie nie stawia się na ilość, a na jakość.




W tym roku spiżarnię zaopatrzyłam w gromadkę soków od Sadvit. Ta marka działa od pokoleń. Jest rodzinną firmą z wareckiego zagłębia sadowniczego. Istnieje od 2012 roku. Produkuje soki wyciskane na zimno z całych owoców - NFC (Not From Concentrate) oraz smoothies.

💚💚💚

Tak piszą o sobie

W naszej ofercie znajdują się wyciskane z jabłka, gruszki, aronii, czarnej porzeczki, wiśni, marchewki, buraka, truskawki, maliny, rabarbaru, pomarańczy, mięty, mango, pomidora, wiśni i wielu innych.

Zasadniczym elementem naszej strategii jest wysoka jakość surowca, z którego powstaje wysokiej jakości produkt. Soki są pozyskiwane metodą tłoczenia na zimno. Następnie poddawane łagodnej pasteryzacji, dzięki czemu przez długi okres zachowują cenne składniki odżywcze zawarte w owocach.

 


Powstające soki powstają z takich jabłoni jak: Jonagold, Gala, Ligol, Gloster, Idared, Champion, Golden. 

W ofercie znajdziemy:

Soki DRINKME - soki tłoczone na zimno z całych owoców!
Soki Sadvit - soki tłoczone na zimno z całych owoców!
Smoothies EatMe - przekąski w płynie




Na początku warte uwagi są opakowania produktów. Są to szklane słoiczki z etykietami zawierającymi podstawowe informacje. Nie jest ich dużo bo soki są naturalne, więc odpada już cała litania dodatków jaką można znaleźć w nie jednym "soku" na sklepowej półce. W sokach Sadvit nie znajdziemy dodatków słodzących oraz konserwantów. Firma stawia na naturalny skład, a końcowy produkt jest poddawany jedynie pasteryzacji. 

Kolorowe soki w krystalicznych buteleczkach o pojemnościach 250 ml wyglądają zjawiskowo jeżeli umieścimy je w grupie.




Z całej gamy smakowej poznałam kilka losowo wybranych soków typu DrinkMe, Smoothies EatMe lub czystych będących bardzo smacznym dodatkiem do herbaty w jesienne długie wieczory. Tych ostatnich wystarczy użyć niewiele, a zmieniają smak herbaty robiąc ją wytrawną i smaczną. 




Nie mogąc zdecydować się na najsmaczniejszą wersję uznałam, że każda propozycja jest warta uwagi bo kubki smakowe przy każdej degustacji u mnie szalały, rozkoszując się pysznym i smacznym napojem. 

Rozsądną alternatywą są propozycje Smoothies EatMe czyli przekąski w płynie. Mogą one zastąpić nam nieduży posiłek jak i drugie śniadanie lub podwieczorek. Są gęstsze, ale z łatwością je można pić prosto z butelki. Zajmują mało miejsca, więc zmieścimy je nawet w niedużej damskiej torebce czy nawet aktówce.




Firma proponuje także soki w kartonach 5 L z kranikiem. Takie big wersje znakomicie sprawdzą się w kuchni, kiedy to każdy domownik w dowolnej chwili może poczęstować się porcją witamin. U nas na blacie kuchennym dominował smak wiśni z jabłkiem jaki znikał jak przysłowiowe świeże bułeczki. 




Soki tłoczone w Sadvit to nie tylko zdrowie zamknięte w szklanym pojemniku. To także świadomość i duma, że u nas w Polsce powstają wartościowe napoje i są wytwarzane w rodzinnych przedsiębiorstwach. Zawsze doceniam takich ludzi bo to co robią, robią z sercem mając na uwadze dobro innych. A naszych polskich sadowników należy doceniać bo nie ma nic pyszniejszego jak łyk naturalnego soku z odrobiną miąższu. 





Zawsze możecie mi napisać w komentarzu, że sok taki można przygotować sobie samemu w domu. I ok, zgodzę się, ale nie zawsze się ma na to czas i akurat owoc lub warzywo na jaki ma się smak. Dlatego Sadvit poleca kilkanaście smaków z których zawsze możemy wybrać dla siebie ten na jaki akurat mamy ochotę zawarty w soku czy smoothies.


pozdrawiam - Magda

5 października 2020

JESIENNA AURA NIE JEST MI STRASZNA, BO W MOIM MIESZKANIU ZAWITAŁY PLAKATY OD DESENIO

Witam

Jesienną aurę w tym roku przywitałam mini przemeblowaniem w dziennym pokoju. Nie miałam tego co prawda w planach, wyszło to wszystko spontanicznie, a ja obecnie nie żałuję tej decyzji. Na samą myśl, że większość czasu spędzę teraz w domu ze względu na jesienną, a potem zimową pogodę postanowiłam coś zmienić. Nie był to remont bo ściany są odmalowane, ale nieduże aranżacje, zmiany pozwalają mi zawsze świeżo zobaczyć dane pomieszczenie w nowej odsłonie.

Co więc zmieniłam? Głównym zamiarem był zakup nowych śnieżnobiałych mebli. I tak się stało. Niestety stare wyleciały dosłownie przez okno (z parteru), a ich miejsce zajęły wspomniane meble składające się z trzech elementów tj. szafy, komody i witryny. Po skręceniu całość, pokój stał się jaśniejszy, ale wisienką na torcie okazały się być plakaty od Desenio za pośrednictwem którego powstał ten wpis. 

Tak piszą o sobie o sobie

W Desenio pasjonujemy się wystrojem wnętrz, a szczególnie stylem skandynawskim. Nasz pomysł na biznes jest prosty: stworzenie stylowych dekoracji na ściany powinno być osiągalne dla każdego. Od czasu powstania naszej firmy w 2010 roku rozwijała się ona niezwykle szybko. Możemy pochwalić się obecnością online w 33 krajach. Z łatwością też wchodzimy na nowe rynki.

 

                                


Desenio nie jest dla mnie odkryciem. Korzystam z ich plakatów kolejny raz ponieważ poprzednie dekoracje jakie zamawiałam do dzisiejszego dnia wiszą w naszym mieszkaniu tylko w innych pomieszczeniach. A wracający klient jakim jestem daje jedynie do zrozumienia innym, że warto w takich miejscach robić zakupy, ponieważ oferowany asortyment jest tego wart.

Sporym atutem tego miejsca są nowości jakie ukazują się dość często, dlatego zawsze można wybrać pasujące obrazy do pomieszczenia w którym dokonujemy metamorfozy.

Co zawsze mnie urzeka kiedy biorę w dłonie świeżo otrzymane plakaty z ramkami? Ich wykonanie. Plakaty są drukowane na najwyższej jakości niepowlekanym, matowym papierze klasy premium (200 g). Cechuje go luksusowe wykończenie. Natomiast eleganckie ramki do zdjęć występują w kolorze czarnym, białym i kolorze dębu, a także ramki metalowe w kolorze
złotym, srebrnym i miedzianym. Ramki są dostępne w ośmiu rozmiarach, od małych ramek do zdjęć o wymiarach 13 x 18 cm, po duże ramki do plakatów o wymiarach 70 x 100 cm.

Każde zamówienie jakie do tej pory do mnie dochodziło było szczelnie zapakowane. Podczas transportu nic nie uległo zniszczeniu, pęknięciu. Plakaty umieszczane są w czarnej tekturowej teczce w folii, a każda ramka zabezpieczona jest na każdym rogu. Technicznie wygląda to bardzo dobrze i nie mam się do czego przyczepić.

Na zdjęciach poniżej czekają na Was fotografie. Na co się zdecydowałam? Już zdradzam:)

Sześć plakatów o wymiarach 30x40 p
ochodzi z różnych kategorii. Mając na uwadze poprzednie zakupy będę je mogła dobrowolnie mieszać. 





Jednak, zanim zaczęłam wrzucać do koszyka poszczególne pozycje to powiem Wam, że wybór nie był taki prosty przez bardzo dużą ofertę jaką sklep szykuje dla swoich klientów. Szereg kategorii na jakie podzielono plakaty sprawia, że chciałoby się je mieć na raz wszystkie - a się nie da, nawet ze względu na miejsce w mieszkaniu.

Po namysłach zakupiłam dwa plakaty związane z makijażem, a przedstawiają one pomadki do ust:) You Go Girl Lipstick oraz Lipsticks. Nie mogłam zdecydować się na jeden z nich stąd padło na dwa podobne, ale jednak różniące się plakaty. 




Kolejny to Oh Lala nawiązujący do poprzednich propozycji oraz wakacyjny motyw wana na plaży Surfers Van jaki wpadł ot tak sobie bo po prostu mi się spodobał - nie mam innego wytłumaczenia:) Let's Fly Away to balony i ten plakat powieszę ze starszymi jakie mam bo pasuje kolorystycznie do nich.

 




W tym zamówieniu tym razem padło na jednego rodzynka czarno-białego Lady In Black i z nim będę tworzyć nową galerię jaka wisi już częściowo w sypialni. Ale to nie koniec mojego zamówienia. Lubiąc umieszczać mini plakaty w ramkach w miejscach mało wykorzystanych dobieram często te małe jakie są w ofercie czyli rozmiar 13x18. Bubblegum Giraffe oraz Rose Skirt zamknęło moje zamówienie z jakiego jestem bardzo zadowolona. 


Wypatrując za oknem Pani Jesieni wiem, że w domu mam miejsce w którym podczas długich wieczorów spędzę wraz z mężem miło czas. A przytulne mieszk
anie dla mnie jest bardzo ważne, kiedy widać w nim kobiecą rękę jaka dba o rodzinne gniazdko. Do takiego mieszkania zawsze chce się wracać wiedząc, że czeka w nim kochająca osoba.

pozdrawiam - Magda